Łukasz Majchrzyk: Czołówka serialu o panu, który jest dostępny w serwisie SkyShowtime, skojarzyła mi się z filmami o Jamesie Bondzie.
Grzegorz Krychowiak: Też tak pomyślałem, kiedy zobaczyłem to pierwszy raz.
Tytuł „Krychowiak: krok od szczytu” sugeruje, jakby czegoś zabrakło do wejścia na sam szczyt w trakcie kariery piłkarskiej?
Nie chcę zdradzać zbytnio fabuły, bo do tego tytułu jest wiele odniesień w samym serialu, ale mogę powiedzieć, że według mnie każdy ma swój szczyt i tylko od niego zależy, jak wysoko dotrze na swojej drodze. W drodze na Mount Everest doszedłem do takiego momentu, który odpowiednio pokazuje moją karierę piłkarską.
Jako piłkarz mógł pan zajść jeszcze wyżej?
Zawsze można zajść wyżej. Zawsze można zrobić coś lepiej, więcej pracować, podjąć lepsze decyzje dotyczące zmian klubów. Czy jednak, będąc wyżej, stałbym się bardziej spełnionym lub szczęśliwym zawodnikiem, to jest już inna kwestia. To jest gdybanie, a ja biorę swoją karierę taką, jaka była.
Miał pan poczucie, że w pewnym momencie stał się jedną z trzech, czterech największych gwiazd polskiego futbolu?
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
