Michał Krupa: Rząd USA uzasadnia podjęcie akcji wobec prezydenta Nicolása Maduro, powołując się na handel narkotykami i powiązania z grupami zbrojnymi. Na ile jest to wiarygodne?
Larry C. Johnson: W dużej mierze to pretekst. Akt oskarżenia opiera się głównie na tzw. domniemaniu winy, wynikającym z relacji z innymi osobami – oskarżyciel twierdzi, że Maduro współpracował z FARC, ELN czy kartelem Sinaloa. Brakuje jednak na to konkretnych dowodów. Jako były analityk wywiadu mogę powiedzieć, że w takich sprawach potrzebne są szczegółowe daty, godziny i udokumentowane działania. Samo „powiązanie” z grupą to za mało.
Wątek narkotykowy jest jeszcze bardziej wątpliwy. Meksyk i Kolumbia pozostają zdecydowanie większymi źródłami kokainy i fentanylu trafiających do USA. Wenezuela jest daleko w tyle, a mimo to stała się pierwszym celem interwencji. To pokazuje, że działania nie dotyczą tak naprawdę narkotyków, lecz ropy, złota i kontroli gospodarczej. To klasyczny przykład sytuacji, w której narracja medialna odwraca uwagę od prawdziwych, strategicznych motywów.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
