Niedługo może się okazać, że liberalne rządy będą wymuszać na katolickich szpitalach przeprowadzanie eutanazji. Szaleństwo? Ale gdzieżby znowu. Dokładnie takie reguły będą być może obowiązywać w Kanadzie.
Pierwszy swój komentarz na temat eutanazji napisałem w roku 2000 i dotyczył on Holandii, pierwszego państwa, które wprowadziło dekryminalizację tzw. wspomaganego samobójstwa (piękna, iście orwellowska nazwa). Wspomaganie, to inaczej czynne zabicie człowieka tyle, że zwykle za jego zgodą – piszę „zwykle”, bo w wielu przypadkach można mieć wątpliwość, czy faktycznie śmiertelnie chory taką wolę wyraził. A nawet jeśli formalnie wyraził, czy faktycznie tego chciał – zmiana prawa sprawia, że śmiertelnie chorzy poddani są nieustannej presji tak ze strony lekarzy, jak rodziny by jak najszybciej odejść z tego świata. Ba, zdarza się wręcz, że pragnienie życia i dotrwania do naturalnej śmierci przedstawiane jest przez media jako przejaw egoizmu! Skoro specjaliści orzekli, że życie wkrótce się zakończy, to dlaczego zajmować niepotrzebnie miejsce w szpitalu i narażać państwo na niepotrzebne wydatki?

