"To nie nasza wojna". Wicekanclerz Niemiec krytykuje USA i Izrael

"To nie nasza wojna". Wicekanclerz Niemiec krytykuje USA i Izrael

Dodano: 
Lars Klingbeil, wicekanclerz Niemiec
Lars Klingbeil, wicekanclerz Niemiec Źródło: Wikimedia Commons
Wicekanclerz i minister finansów Niemiec Lars Klingbeil (SPD) skrytykował działania USA i Izraela wobec Iranu. Podkreślił, że Niemcy nie wezmą udziału w tej wojnie.

W wywiadzie dla niemieckich mediów polityk stwierdził, że "to nie jest nasza wojna" i wyraził wątpliwości, czy działania armii Stanów Zjednoczonych i Izraela są "uzasadnione prawem międzynarodowym".

Jego słowa stoją w opozycji do wypowiedzi kanclerza Friedricha Merza, który wcześniej zadeklarował, że rząd niemiecki podziela cele Waszyngtonu i Tel Awiwu dotyczące programu nuklearnego i rakietowego Teheranu oraz zagrożenia, jakie – ich zdaniem – Iran stanowi dla Izraela.

Czy USA i Izrael obalą reżim w Iranie?

Klingbeil ostrzegł przed groźbą erozji zasad prawa międzynarodowego, mówiąc, że "nie chcemy żyć w świecie, w którym obowiązuje tylko prawo silniejszego".

Wicekanclerz skrytykował irański reżim, nazywając go "terrorystycznym". Zwrócił jednocześnie uwagę, że eliminacja przywódców w Teheranie nie musi oznaczać upadku rządu. – Wręcz przeciwnie: słyszymy, że następcy są gotowi – dodał. Wyraził obawy, że w rezultacie sytuacja ludności w Iranie nie ulegnie poprawie.

Wojna na Bliskim Wschodzie winduje ceny paliw. "Zdzierstwo na stacjach"

Odnosząc się do rosnących cen energii, Klingbeil stwierdził, że chce zapobiec "zdzierstwu" na stacjach paliw. Jak tłumaczył, minister gospodarki Katharina Reiche ma zbadać, "czy możliwe jest podjęcie działań przeciwko firmom paliwowym na mocy prawa antymonopolowego".

Wzrost cen surowców, przede wszystkim ropy naftowej i gazu, to efekt zablokowania przez Iran cieśniny Ormuz, przez którą przechodzi ok. 20 proc. światowego handlu ropą i cały eksport LNG z Kataru.

Niemcy kontrolują kierowców tankujących w Polsce

Stacja Deutsche Welle podała w sobotę, że niemieckie służby celne nasilają kontrole kierowców wracających z Polski i Czech, którzy tankują tam paliwo.

Działania prowadzone są przede wszystkim w regionach przygranicznych, m.in. w Brandenburgii, Saksonii i Bawarii. Służby sprawdzają pojazdy pod kątem przewożenia paliwa w kanistrach oraz ewentualnego naruszenia przepisów podatkowych.

Ma to związek z rosnącą tzw. turystyką paliwową, spowodowaną różnicą cen paliw między krajami. Niemcy, tankując w Polsce lub Czechach mogą zaoszczędzić od 30 do 60 centów na litrze.

Czytaj też:
Prezydent Iranu przeprasza, Trump odpowiada. "Bardzo mocne"

Opracował: Damian Cygan
Źródło: Euronews / Deutsche Welle
Czytaj także