Jak nieoficjalnie ustaliło RMF FM, jeśli polityk nie przekona kolegów z klubu, że nie miał obowiązku ujawnienia tego przedmiotu, zostanie zawieszony w prawach członka klubu.
"Dał się złapać jak dziecko"
Według informacji stacji, sprawa była szeroko komentowana na wtorkowym posiedzeniu klubu parlamentarnego Lewicy. Jeden z polityków ugrupowania, cytowany anonimowo, nie ukrywał irytacji całą sytuacją. – Dał się złapać jak dziecko. Andrzej mógł powiedzieć cokolwiek innego, a tak wyszło bardzo niezręcznie. Tu nie chodzi o fakt, że taki zegarek posiada, ale dlaczego nie wpisał go do oświadczenia – mówi rozmówca RMF FM.
W tle pojawiają się również poważne konsekwencje prawne. Jeśli zegarek okazałby się oryginalny i wart więcej niż 10 tysięcy złotych, a mimo to nie został ujęty w dokumentach, mogłoby to oznaczać złożenie fałszywego oświadczenia majątkowego. Za taki czyn grozi od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.
Skąd wzięły się wątpliwości?
Zamieszanie zaczęło się po rozmowie Andrzeja Szejny z reporterem wPolsce.pl. Dziennikarz zwrócił uwagę na zegarek noszony przez polityka Lewicy i dopytywał, czy jest to Omega. Szejna miał początkowo potwierdzić, jednak po chwili zaczął się wycofywać. – Nie znajdę go u pana w oświadczeniu majątkowym, one są dosyć drogie panie ministrze – mówił dziennikarz Szymon Szereda. Szejna odpowiedział, że musi sobie przypomnieć, co to za zegarek, po czym stwierdził: "To nie jest Omega, nie".
W późniejszym wpisie na platformie X Szereda sugerował, że wartość zegarka może sięgać nawet 40 tysięcy złotych, a w oświadczeniu majątkowym byłego wiceministra spraw zagranicznych "nie ma po nim żadnego śladu".
Szejna odpowiada: To powinno zamknąć temat
W ostatnich dniach Andrzej Szejna próbował tłumaczyć sprawę publicznie. We wtorek na antenie TVP Info przekonywał, że nie posiada żadnego zegarka o wartości przekraczającej próg 10 tysięcy złotych, który obligowałby go do wpisania przedmiotu do oświadczenia majątkowego. – Nigdy nie posiadałem, nie byłem właścicielem zegarka, jakiegokolwiek, a mam ich sporo, też ze sobą jeden z nich, którego wartość by przekraczała 10 tysięcy złotych – oświadczył.
Polityk podkreślił też, że obowiązek ujawniania dotyczy nie tylko zegarków, ale wszystkich ruchomości wartych ponad 10 tysięcy złotych – np. roweru czy innych kosztownych przedmiotów. Jak dodał, zegarek, o który pytali dziennikarze, nie spełnia tego kryterium. – Również ten zegarek, o który pan redaktor pytał, nie ma wartości przekraczającej 10 tysięcy złotych i to powinno temat zamknąć – podsumował.
Czytaj też:
Tajemniczy zegarek Szejny. Nie wpisał go do oświadczeniaCzytaj też:
Wraca sprawa byłego wiceministra. "Odwoziłem dzieci do szkoły i jeździłem na zakupy"
Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.
Zapraszamy do wypróbowania w promocji.
