Strefy buforowe w Polsce – marzenie aborterów

Strefy buforowe w Polsce – marzenie aborterów

Dodano: 
Protest przeciwników aborcji, przed przychodnią "Aborcyjnego Dream Teamu" na ulicy Wiejskiej w Warszawie
Protest przeciwników aborcji, przed przychodnią "Aborcyjnego Dream Teamu" na ulicy Wiejskiej w Warszawie Źródło: PAP / Leszek Szymański
Kaja Godek W Polsce trwają przymiarki do wprowadzenia stref buforowych wokół placówek, które wykonują aborcje. Strefy te mają umożliwić zabójcom dzieci funkcjonowanie w spokoju i bez protestów przeciw ich okrutnej działalności. O takie strefy apelują sami wykonawcy aborcji. Najpierw śmiało deklarują, że przerywają ciąże, ale później nie akceptują krytyki. Chcieliby robić aborcje i równocześnie mieć spokój, a przede wszystkim – powszechny szacunek.

Lekarze pracujący na oddziale odczuwają ogromny dyskomfort, kiedy nie słyszą, że ratują życie i zdrowie kobiet, a słyszą, że są mordercami dzieci. Utrudnia im to pracę – mówi Maciej Socha, ordynator Oddziału Położniczo-Ginekologicznego w szpitalu na gdańskiej Zaspie.

– Powinny być strefy buforowe pod szpitalami. Tak jest w innych państwach, dzięki czemu nie ma tam żadnych takich protestów – to z kolei słowa najsłynniejszej aborterki w Polsce, Gizeli Jagielskiej.

Cenzura na ulicy i… w prywatnych domach

Czym są strefy buforowe i jak funkcjonują – wiadomo. Wystarczy spojrzeć na państwa, gdzie już je wprowadzono. Obszary z zakazem działalności pro-life – w tym także z zakazem modlitwy w obronie życia – są w Australii, Nowej Zelandii, wielu stanach USA, w Kanadzie i Wielkiej Brytanii.

W Szkocji lokalny rząd posunął się tak daleko, że strefy buforowe obejmują także prywatne posesje wokół klinik aborcyjnych. We wrześniu 2024 r. władze w Edynburgu rozesłały właścicielom takich nieruchomości specjalne listy z ostrzeżeniem, że nie wolno im prowadzić żadnych działań przeciw aborcji we własnych domach.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także