Tomasz Zbigniew Zapert: Z jakimi nadziejami jadą Polacy na igrzyska olimpijskie do Mediolanu i Cortiny d’Ampezzo?
Radosław Piesiewicz: Z wielkimi, jak zawsze. Olimpijska reprezentacja Polski to nasza duma i wiem, że oni zawsze dadzą z siebie sto procent, a nawet więcej. Czym byłby Polski Komitet Olimpijski, a kim jego prezes, gdybyśmy nie wierzyli w naszych reprezentantów.
Biało-Czerwoni przybędą do Włoch w kilku turach?
Tak. Główna tura odleci do Włoch samolotem prezydenckim 30 stycznia po ślubowaniu. Reszta ekipy albo już będzie czekać na miejscu, albo dotrze do swoich wiosek olimpijskich wraz ze sztabami szkoleniowymi.
Zwiedził pan już wioskę olimpijską?
Nie. Przygotowania do igrzysk śledzili, a obiekty wizytowali jedynie przedstawiciele PKOl, którzy będą częścią Polskiej Misji Olimpijskiej. Wioski z reguły otwierają się dla zawodników i ekip dopiero kilka dni przed igrzyskami.
Infrastruktura sportowa imponuje?
Na pewno wszystko będzie odpowiednio przygotowane. W końcu to igrzyska olimpijskie, a nad ich przebiegiem czuwa cała masa ludzi. Nie tylko z Włoch czy z MKOl, to eksperci i fachowcy w swoich dziedzinach z całego świata.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
