W Polsce narasta poważny kryzys związany ze zbyt małą dostępnością pelletu – kluczowego paliwa dla systemów tzw. ekologicznego ogrzewania domów. Z całego kraju napływają sygnały o pustych składach opału i hurtowniach, które wprowadzają surowe limity sprzedaży. W wielu miejscach klienci mogą kupić tylko minimalne ilości – często zaledwie zapas na kilka dni. Zdarza się, że zamówienia złożone jeszcze w grudniu do dziś nie zostały zrealizowane. W sklepach budowlanych pellet bywa dostępny wyłącznie w pojedynczych workach, które znikają natychmiast po dostawie.
Sytuacja jest szczególnie niepokojąca, ponieważ dotyczy przede wszystkim osób korzystających z tzw. ekologicznego ogrzewania. W ostatnich latach tysiące gospodarstw domowych, zachęcanych programami modernizacji, zrezygnowało ze starych pieców na rzecz kotłów pelletowych. Dziś wielu z nich jest praktycznie uzależnionych od jednego rodzaju paliwa, którego zaczyna dramatycznie brakować.
Niektórzy sprzedawcy za tonę życzą sobie już 3 tys. zł. To prawie tysiąc złotych więcej niż jeszcze pod koniec ubiegłego roku. Tymczasem w niemieckich sklepach paliwo opałowe można nabyć po starych stawkach, nierzadko niższych niż tych w polskich marketach.
Rynek nie był gotowy na tak mroźną zimę?
– Mamy bardzo mroźną zimę i wydaje się, że rynek trochę się na nią nie przygotował. Warto, żeby Ministerstwo Energii, być może z UOKiK, przyjrzało się temu – powiedziała w piątek w Jeziorach (woj. wielkopolskie) minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska, cytowana przez PAP.
Polityk Polski 2050 dodała, że w ostatnich dniach spotykała się z przedstawicielami branży OZE. – Mówili, że pellet jest dostępny, choć chwilę trzeba na niego poczekać. Jest problem z dostępnością pelletu krajowego, a import wymaga czasu. Widać też, że zaburzenie relacji popytu i podaży zostało przez rynek wykorzystane do podbicia cen. Warto, aby UOKiK się temu przyjrzał – przekazała.
