"Bild" wskazuje, że z Polski pochodzi 54 proc. zanieczyszczenia powietrza nad Niemcami. Narażony jest szczególnie wschód kraju, w tym Berlin. Dziennik twierdzi, że "brudne powietrze z Polski dociera aż do Hamburga".
W rozmowie z portalem o2.pl Ute Dauert, szefowa działu oceny jakości powietrza z Federalnej Agencji Środowiska, twierdzi, że konieczna jest tutaj współpraca na poziomie europejskim.
– Bardzo ściśle współpracujemy z Polską i innymi krajami europejskimi – zarówno dwustronnie, jak i w ramach grup roboczych UE oraz organizacji międzynarodowych – w kwestiach ochrony środowiska i klimatu – dodała.
Niemcy i Polska. Gdzie przez smog umiera więcej osób?
Serwis opisuje sytuację z 4 lutego, gdy większość pyłu zawieszonego PM 2.5 pochodziła z Polski – aż 51 proc. Kolejnych 16 proc. pochodziło z Niemiec, a następne 20 proc. z pozostałych państw (m.in. Czech, Bułgarii czy Rumunii). Z klei kilka dni później doszło do znaczącej zmiany. 10 lutego wskaźnik pokazywał, że z Polski pochodzi kilkanaście procent zanieczyszczeń.
– Jeśli spojrzymy na to średniorocznie, wpływ ten jest bardzo zbliżony. Trzeba jednak pamiętać, że poziom zanieczyszczeń w Polsce jest po prostu znacznie wyższy. W efekcie nawet porównywalny - statystycznie rzecz biorąc - udział w transgranicznym przepływie zanieczyszczeń powoduje większe stężenia w Niemczech niż te, które Niemcy wywołują u nas – ocenia Piotr Siergiej, rzecznik Polskiego Alarmu Smogowego.
Co roku z powodu smogu w obu państwach umierają tysiące osób. – W Niemczech wskaźnik umieralności przypisywanej PM2.5 wynosił 37,7 zgonu na 100 000 mieszkańców zagrożonych, natomiast w Polsce - 99,5 na 100 000 mieszkańców zagrożonych – wskazała Ute Dauert.
Niemiecka prasa nie pierwszy raz ostrzega przed polskim smogiem. W zeszłym roku w "Bild" pojawił się bardzo podobny artykuł poświęcony tej tematyce.
Czytaj też:
Podatek ETS2. Co z finansowaniem wymiany kotłów? Ministerstwo odpowiadaCzytaj też:
Polski Monopol Gazowy, czyli dlaczego Polacy płacą coraz drożej za gaz, który tanieje
