Siewiera: Radioaktywny uran może już być poza Iranem

Siewiera: Radioaktywny uran może już być poza Iranem

Dodano: 
Jacek Siewiera, były szef BBN
Jacek Siewiera, były szef BBN Źródło: PAP
Były szef BBN Jacek Siewiera, komentując wojnę na Bliskim Wschodzie mówi, że "radioaktywny uran może już być poza Iranem".

Jednym z celów rozpoczętej 28 lutego przez USA i Izrael akcji zbrojnej wobec Iranu ma być zniszczenie całego potencjału nuklearnego. Według ostrożnych szacunków, do tej pory w ramach ataków i odwetów, miało zginąć ok. 1300 cywilów. W Europie wojna na Bliskim Wschodzie jest widoczna przede wszystkim we wzroście cen paliw.

"Na pewno nie można stwierdzić, że Europę ten konflikt omija. I nie chodzi tylko o to, że dzisiejsze wojny stawiają miasta, a nie linie frontu za cel. W przypadku tej wojny skutki dla Europy mają zarówno wymiar geograficzny, jak i zależny od osi czasu. Wszystko będzie zależne od tego, jakim rezultatem zakończy się aktywna faza działań amerykańskich i jak rozstrzygną się kluczowe kwestie: kto kontroluje cieśninę Ormuz? Czy będzie inwazja lądowa? Czy kraj wyłoni nowe, centralne przywództwo polityczne? Czy będzie ono nadal wrogie Zachodowi? W krótkim horyzoncie dla europejskiego bezpieczeństwa niewątpliwie wzrosły czynniki niepewności, więc i sumarycznie ujęte 'bezpieczeństwo' uległo pogorszeniu. Reszta zależeć będzie od rezultatów wojskowo-politycznych" – komentuje w rozmowie z "Rzeczpospolitą" były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Jacek Siewiera.

"Dziś debatę publiczną zajmują kwestie najpilniejsze i najbardziej absorbujące uwagę: kwestia ataków na centra miast, wpływ technologii dronowych, liczby rakiet czy kwestia ewakuacji naszych obywateli z Bliskiego Wschodu. W dłuższym horyzoncie pojawia się kwestia cieśniny Ormuz, cen ropy i bezpieczeństwa transportu. Natomiast w analityce ekspertów umyka aspekt, który był głównym z powodów, dla których Stany Zjednoczone zaczęły tę wojnę, a Izrael obawiał się scenariusza konfliktu przeciągniętego – wojny, która wymknie się spod kontroli" – mówi Sieweira dodając, że chodzi o zbrojenia atomowe.

Iran dalej posiada uran?

"Dziś to jedno z głównych, długotrwałych i trudnozarządzalnych ryzyk. I to z dwóch powodów: politycznego i wojskowego. Jednym jest kwestia realnego stanu posiadania przez Iran około 460-480 kilogramów wysoko wzbogaconego uranu-235 do poziomu około 60 proc. To materiał przygotowywany w wirówkach w Fordow, Natanz i Isfahanie. Oprócz tego Iran posiada także kilkadziesiąt ton niżej wzbogaconego materiału rozszczepialnego" – zauważa komentator.

"Do broni jądrowej potrzebny jest uran wzbogacony do poziomu około 90-95 proc. Nazywamy go poziomem weapon-grade, którego do jednej głowicy potrzebne jest około 40-45 kg. Iran prawdopodobnie nigdy nie osiągnął przemysłowej ilości takiego materiału, ale posiada prawie pół tony uranu wzbogaconego do ponad 60 proc. To poziom zbyt niski, by zbudować bombę, ale jednocześnie ekstremalnie niebezpieczny materiał promieniotwórczy, a nawet rozszczepialny. (...) Iran najprawdopodobniej dokonał licznych przemieszczeń tego ładunku poza zbombardowane ośrodki. Dlatego w negocjacjach naciskano, aby Iran przekazał cały zgromadzony materiał rozszczepialny (pow. 20 proc. izotopu 235). Dziś, po eliminacji części dowództwa politycznego Iranu, w tym Chameneiego, władza została rozproszona między dowódców Korpusu Strażników Rewolucji w 31 prowincjach. W praktyce nie ma jednego organu, który miałby pełną kontrolę nad miejscami składowania tego materiału" – wskazuje były szef BBN.

Czytaj też:
To on został nowym przywódcą Iranu. Ujawniono nazwisko
Czytaj też:
Zełenski wysyła ludzi na Bliski Wschód. Chodzi o irańskie drony

Źródło: rp.pl
Czytaj także