Naczelny Sąd Administracyjny zobowiązał Urząd Stanu Cywilnego w Warszawie do wpisania do rejestru aktu "małżeństwa jednopłciowego" polskich obywateli zawartego za granicą. Wyrok wzbudził wątpliwości. W składzie orzekającym znalazł się bowiem sędzia określany przez środowiska lewicowo-liberalne jako "neosędzia".
Sprawa dotyczyła dwóch polskich obywateli, którzy chcieli wpisania do rejestru stanu cywilnego swojego "aktu małżeństwa", jednak spotkali się z odmową z uwagi na obowiązujące w Polsce przepisy prawa. W listopadzie 2025 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że państwo członkowskie ma obowiązek uwzględniać "małżeństwo jednopłciowe" jako legalne, jeśli zostało ono zawarte w kraju, w którym przepisy przewidują taką możliwość.
Trzaskowski: Kilka zdań wyjaśnienia
W poniedziałek "Gazeta Wyborcza" napisała, że stołeczny Urząd Stanu Cywilnego będzie odmawiać transkrypcji zagranicznych aktów "małżeństw jednopłciowych", dopóki nie otrzyma wytycznych z rządu. Tymczasem obóz władzy nie wypracował do tej pory jednolitego stanowiska w tej sprawie. Spór w koalicji dotyczy tego, czy potrzebne są zmiany ustawowe, czy wystarczy wdrożenie wyroków TSUE i NSA.
"Kilka zdań wyjaśnienia w sprawie transkrypcji aktów małżeństw par jednopłciowych. Po pierwsze: wykonamy wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego, tu nie ma w ogóle żadnej dyskusji. Natomiast trzeba podkreślić, że wyrok dotyczy jednej konkretnej sprawy i nie istnieje jeszcze nawet wypróbowany sposób jego realizacji" – napisał we wtorek na platformie X prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski.
"Po drugie: właśnie pracujemy nad tym, jak skutecznie wykonać ten wyrok w sensie technicznym, jak najszybciej po zwrocie akt z NSA (kiedy to nastąpi – nie jest zależne od nas). Po trzecie: w wielu sądach, w tym w NSA, toczą się równolegle podobne sprawy. W rządzie toczą się prace nad ujednoliceniem przepisów i procedur – tak, żeby transkrypcje zarówno w Warszawie, jak i w każdym innym miejscu w Polsce były spójne i jednakowo skuteczne. Mam nadzieję, że prace te będą postępowały w odpowiednim tempie, bo sądowych wniosków o transkrypcję jest coraz więcej" – kontynuował.
"I na koniec uwaga ogólna – nie bez powodu wyrok, który właśnie realizujemy nazywany jest »precedensowym«. Po prostu nie było takiej formalnej ścieżki, trzeba ją dopiero stworzyć. I to się właśnie dzieje – w Warszawie!" – dodał.
Czytaj też:
"Małżeństwo z kozą". Awantura w studiu po słowach posła Konfederacji
