Spór wybuchł po wypowiedzi miejskiej urzędniczki o studentach zagranicznych oraz komentarzu w sprawie autorstwa byłego ministra edukacji Przemysława Czarnka.
Burza po wypowiedzi urzędniczki
Punktem zapalnym stał się fragment wywiadu z Wiktorią Herun, zastępczynią dyrektora Wydziału Strategii i Obsługi Inwestorów Urzędu Miasta Lublin i koordynatorką programu "Study in Lublin". Herun mówiła o zmianach zachodzących wśród studentów zagranicznych studiujących w mieście. – Kiedyś student przyjeżdżał sam, teraz studenci z takich krajów jak Afryka, Indie, Bangladesz przyjeżdżają z rodziną, przyjeżdżają z mężem, z żoną, z dziećmi. Więc to już nie tylko chodzi o pomoc w znalezieniu miejsca w akademiku, ale też w ogóle całego mieszkania – mówiła urzędniczka.
Wypowiedź szybko zaczęła krążyć w mediach społecznościowych. Politycy prawicy uznali ją za dowód na prowadzenie przez miasto polityki migracyjnej.
Czarnek: Kto dał mandat do zmieniania struktury miasta?
Były minister edukacji Przemysław Czarnek opublikował w tej sprawie mocny wpis w serwisie X. "Lublin ani żadne inne miasto w Polsce nie potrzebuje programu masowego sprowadzania migrantów z Afryki razem z rodzinami. Tym bardziej szokuje fakt, że koordynuje to Ukrainka zatrudniona przez samorząd" – napisał.
Do sprawy odniósł się także wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak z Konfederacji, który zarzucił władzom miasta "zasiedlanie Lublina cudzoziemcami".
Ratusz: Lublin nie prowadzi polityki migracyjnej
Na zarzuty odpowiedział zastępca prezydenta Lublina Tomasz Fulara. – Rozumiemy ciśnienie polityczne, ale od posła, byłego ministra i wojewody oczekiwałoby się nierozpowszechniania fake newsów. Urząd Miasta Lublin nie realizuje żadnej polityki migracyjnej – stwierdził. Fulara przypomniał, że kwestie migracyjne należą do kompetencji władz centralnych. – Za taką politykę odpowiadają władze centralne, a akurat za czasów rządu premiera Morawieckiego, tego samego, w którym był pan ministrem, nastąpił największy w historii napływ migrantów – zaznaczył.
Zastępca prezydenta odniósł się też do obecności zagranicznych studentów na lubelskich uczelniach, w tym na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. – Lubelskie uczelnie, w tym pana macierzysta, Katolicki Uniwersytet Lubelski, ściągają zagranicznych studentów, w tym z krajów afrykańskich na studia. Dodajmy: oni przebywają tu legalnie – podkreślił.
"Nie ma sprowadzania rodzin"
Stanowisko wydała również rzeczniczka prezydenta Lublina Justyna Góźdź. Jak podkreśliła, urząd miasta nie bierze udziału ani w rekrutacji studentów, ani w procedurach wizowych. – Urząd Miasta nie uczestniczy w rekrutacji studentów zagranicznych, w tym studentów z krajów afrykańskich, ani nie ma żadnego udziału w procedurach wizowych – powiedziała.
Dodała również, że miasto nie finansuje cudzoziemców. – Urząd nie finansuje również studentów zagranicznych, nie zapewnia im mieszkań ani żadnych szczególnych świadczeń. Są to kwestie pozostające wyłącznie w gestii uczelni – zaznaczyła. Rzeczniczka odniosła się także bezpośrednio do słów o przyjazdach rodzin. – Nieprawdą jest również, jakoby osoby te przeprowadzały się do Lublina wraz z całymi rodzinami – stwierdziła.
Czytaj też:
Skandal w Lublinie. Urząd ściąga z Afryki imigrantów z rodzinami?
