To gra w „dupniaka”. W „dupniaka”, w którym Ukraina nas leje, a my przyjmujemy ciosy i jeszcze sami się ograniczamy. Dlaczego tak jest? Dlaczego nasza dyplomacja jest aż tak chora? A właściwie – dlaczego jej nie ma? Otóż trudno dziś powiedzieć, na czym polega polska polityka wschodnia, na czym polega w ogóle polska polityka zagraniczna, poza powtarzaniem kilku wytartych haseł, które nie niosą żadnej treści.
Radosław Sikorski, obejmując funkcję szefa Ministerstwa Spraw Zagranicznych, odwołał pięćdziesięciu ambasadorów. Wtedy nie wolno było powiedzieć ani słowa, bo przecież „należało się” nowemu rządowi. Pięćdziesięciu ludzi z polskich placówek zagranicznych zostało odwołanych. Nawet jeśli zaczęli budować jakąś sieć polskiej pracy organicznej, jakąś sieć budowania polskiej machiny narracyjnej, to właśnie ta sieć została zerwana, zniszczona i zniweczona.