Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych (DORSZ) poinformowało, że w czwartek o godz. 3:40 w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto niezidentyfikowany obiekt. Dla jego rozpoznania i przechwycenia skierowano myśliwiec F-16. O godz. 3:46 obiekt zaniknął, prawdopodobne miejsce jego upadku zlokalizowano w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia w woj. lubelskim. Obiektu nie zestrzelono.
W czwartek nad ranem wdrożono procedurę SPO13 i uruchomiono syreny alarmowe jako najszybszy sposób informowania o zagrożeniu. Trwało to około 13 minut. Mieszkańcy nie dostali żadnych dodatkowych ostrzeżeń, np. alertu RCB.
Dopiero po godz. 10:00 premier Donald Tusk poinformował, że "prawdopodobnie rosyjski pocisk CH101 naruszył w czwartek rano polską przestrzeń powietrzną i spadł w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia w woj. lubelskim". Dodał, że wojsko było gotowe do jego zestrzelenia. Następnie szef rządu przekazał, że rakieta była uzbrojona.
Chaos komunikacyjny po zdarzeniu na Lubelszczyźnie
Andrzej Śliwka, poseł PiS, członek Rady Bezpieczeństwa i Obronności przy Prezydencie RP, pytany przez DoRzeczy.pl, czy jego zdaniem obiekt powinien zostać zestrzelony, odpowiedział, że "nie znamy wszelkich przesłanek, które by upoważniały do podjęcia takiej czy innej decyzji". – To nie premier czy minister obrony o tym decyduje, tylko dowódca operacyjny rodzajów sił zbrojnych – dodał.
Podkreślił, że "wciąż nie znamy szczegółów związanych z tą sytuacją, ale jest jedna rzecz, za którą w pełni odpowiedzialność ponoszą rządzący – jest to chaos komunikacyjny".
– To już kolejna sytuacja po 13 grudnia 2023 roku, kiedy wychodzi przestraszony Kosiniak-Kamysz i przestraszony Donald Tusk, i w sposób chaotyczny komunikują o tym, co się stało, a dokładniej mówiąc nie komunikują, tylko przekazywane są jakieś szczątkowe informacje – zauważył.
Brak alertu RCB dla mieszkańców regionu
Andrzej Śliwka przypomniał, że "wszyscy pamiętamy doskonale dyskusję na temat alertów RCB".
– Jak zawieje mocniej wiatr, to sugerują, żeby zebrać pranie z balkonu. Jeżeli pojawia się jakieś bardziej intensywne opady, sugerują, żeby nie rozstawiać namiotu. Natomiast w momencie, w którym jest realne zagrożenie związane z naruszeniem naszej granicy, ale także przestrzeni powietrznej i ryzyko, że pocisk czy rakieta spadnie w zabudowę, nie ma kompletnie żadnego alertu – zauważył.
Poseł PiS zaznaczył, że "kuriozalną historią jest to, że służby podległe Kierwińskiemu uruchamiają alarm po tym, jak minęło zagrożenie".
– Mamy do czynienia z kompletnymi dyletantami, ludźmi, którzy szkodzą bezpieczeństwu – podkreślił.
Andrzej Śliwka ocenił, że "każda minuta, każda godzina, każda sekunda, każdy dzień z tymi ludźmi za sterami polskiego państwa, to niebezpieczeństwo".
– Jeśli dojdzie do jakiejś realnej tragedii, to miejmy w tyle głowy to, że ktoś za to ponosi odpowiedzialność. Ktoś ponosi odpowiedzialność pod tym kątem, że Polska nie będzie przygotowana na takie zdarzenia, albo że Polska źle zareaguje. Tymi, którzy ponoszą odpowiedzialność, będą Tusk, Kosiniak-Kamysz i Kierwiński – mówił.
Kuriozalne zapisy w rządowym "Poradniku Bezpieczeństwa"
Pytany o to, czy mieszkańców Lublina nad ranem powinny obudzić syreny i czy to tak powinno wyglądać, bez np. alertu RCB, Andrzej Śliwka przypomniał, że w rządowym "Poradniku Bezpieczeństwa" napisano: "Jeśli usłyszysz sygnał alarmowy, włącz radio lub telewizor i stosuj się do komunikatów". Podkreślił przy tym, że rządowy poradnik kosztował blisko 60 mln zł.
– Media jednak spały. To pokazuje, że nasze państwo niestety jest bezbronne w tego typu sytuacjach – ocenił.
Czytaj też:
Reakcja państwa na nieznany obiekt pod Lublinem. Ociepa zadaje ważne pytania Czytaj też:
Zamieszanie w sprawie obiektu na Lubelszczyźnie. "Domagamy się wyjaśnień"
Rozmawiała Lidia Lemaniak
