Trzeba to powiedzieć jasno: przez sześć lat Polską nie rządził premier Mateusz Morawiecki, lecz osoba łudząco do niego podobna i nosząca to samo imię oraz nazwisko. Osoba ta została w tajemniczy sposób usunięta z pola widzenia po utracie władzy przez PiS i wtedy dopiero mógł powrócić prawdziwy Mateusz Morawiecki. To ten, który dzisiaj bryluje w programach publicystycznych, demaskując straszliwe skutki oraz praktyki funkcjonowania Zjednoczonej Prawicy za czasów, gdy jego sobowtór oszust kierował rządem. Słuchając oczywiście we wszystkim Kaczyńskiego.
Intensywność sporu, połajanek i wzajemnych złośliwości, a także rosnąca liczba win wyciąganych sobie wzajemnie przez byłych towarzyszy partyjnych mogą zaskakiwać. Nie jest wprawdzie niczym dziwnym w polityce, że po rozstaniu czy rozłamie pojawiają się złośliwości. Daleko w przeszłości szukać nie trzeba, bo nawet w tej kadencji jest przykład w postaci byłego środowiska Polski 2050, które rozpękło się na część pozostającą pod dawną marką i przywództwem Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz oraz na całkowicie już kanapową Unię Centrum, której liderką jest Paulina Hennig-Kloska. Pomiędzy byłymi partyjnymi kolegami – obie frakcje pozostają w rządzie – wiele było docinków.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
