Polski polityk niedawno podpisał umowy offsetowe z Boeingiem i dzięki temu zasłużył na pochwałę amerykańskiego ambasadora w Warszawie, Toma Rose’a, który raczył był go nazwać „Rambo”. Reakcja ministra? „To na pewno cieszy, bo ta postać jest jedną z najbardziej pozytywnych w amerykańskiej kinematografii”. Z tego, co pamiętam, Rambo wsławił się nie myśleniem strategicznym i roztropnością, ale zuchwałością, ryzykanctwem, siłą mięśni i celnymi strzałami. Na temat zdolności strzeleckich i przewag fizycznych wiceministra obrony nic mi nie wiadomo. W przygotowywaniu kontraktów wojskowych – a tego dotyczyła umowa z Boeingiem – cechy te raczej żadnej roli nie odgrywają. Zarówno pochwała ambasadora USA, jak i radość polskiego wiceministra obrony brzmią zatem osobliwie.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

