Arkadiusz Milik został zatrzymany przez policjantów po tym, jak w centrum Warszawy przejechał przez podwójną ciągłą i wyprzedzał na przejściu dla pieszych. Do zdarzenia miało dojść 25 września, kilka minut po godz. 12, na placu Powstańców Warszawy.
Interwencja nie zakończyła się jednak mandatem. Po publikacji "Faktu" Komendant Rejonowy Policji Warszawa Środmieście podjął jednak decyzję o wznowieniu działań w tej sprawie.
Milik nie dostał nawet mandatu. Zwrot ws. piłkarza
Jak relacjonował "Fakt", piłkarz Arkadiusz Milik prowadził Mercedesa klasy G i utknął w korku tuż przed oznakowanym radiowozem. Według dziennika sportowiec przejechał przez podwójną linię ciągłą, a następnie wyprzedził stojące przed nim samochody na przejściu dla pieszych. Wszystko miało wydarzyć się na oczach policjantów. Funkcjonariusze zareagowali, włączyli sygnały świetlne i ruszyli za samochodem Milika.Policjanci zdecydowali się zastosować środek oddziaływania wychowawczego. "Fakt" twierdzi, że kilka skrzyżowań dalej Milik przejechał na czerwonym świetle.
Gazeta wylicza, że gdyby wszystkie opisane przez nią wykroczenia zostały ukarane zgodnie z taryfikatorem, piłkarz otrzymałby łącznie 35 punktów karnych. Po publikacji "Faktu", Komendant Rejonowy Policji Warszawa Środmieście przekazał nowe informacje w sprawie.
"W związku z zachowaniem na drodze kierowcy osobowego Mercedesa, do którego doszło 25 września br. w centrum Warszawy, Komendant Rejonowy Policji Warszawa I, po przeanalizowaniu dokumentacji, podjął decyzję o przeprowadzeniu dalszych czynności w sprawie wykroczeń przeciwko bezpieczeństwu i porządkowi w ruchu drogowym" – poinformował Jakub Pacyniak, rzecznik prasowy Komendanta Rejonowego Policji Warszawa Śródmieście.
"Zgromadzony materiał będzie podstawą do skierowania do właściwego sądu wniosku o ukaranie kierowcy" – zapowiedział Pacyniak.
Sprawa może zakończyć się na odebraniu piłkarzowi prawa jazdy.
Czytaj też:
"Słuchajcie, to jest obrzydliwe". Bedoes nie wytrzymał Czytaj też:
"Wybitnie zdolna". Olbrychski murem za Englert
