DEKAMERONKI W Wielką Sobotę uczestniczyłem, wstyd powiedzieć, po raz pierwszy w Wigilii Paschalnej. Szczególne wrażenie zrobiła na mnie liturgia światła, kiedy do wyciemnionej świątyni wnosi się ogień, który rozdzielają między sobą wierni.
Światło przechodzi wtedy z rąk do rąk. To był początek ponad czterogodzinnego maratonu. Podniosłego na tyle, że ostatecznie rozwiązał się mój dylemat rozważań o wyższości Świąt Wielkanocnych nad bożonarodzeniowymi.
W kościele u służewieckich dominikanów jest zawsze niezwykła atmosfera, potęgowana chyba najciekawszą architekturą wnętrza, gdzie światło czy to w jasny dzień, czy to o zmroku gra wielką rolę. Wnętrze wygląda trochę jak szkielet wieloryba widziany od środka, siedzi się więc jak Jonasz oczekujący na oczyszczenie. Ze zdziwieniem, nie wiedząc, że ta Wigilia to taki maraton, obserwowałem ludzi, którzy przynosili swoje siedziska. Przydały się. Nieprzygotowany stałem też z innymi, kończąc swój post stojącym odkupieniem.
Źródło: DoRzeczy
© ℗
Materiał chroniony prawem autorskim.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
