Lisicki: Zielony Ład to koniec rolnictwa. Ziemkiewicz: Dobrze, że jest opór

Lisicki: Zielony Ład to koniec rolnictwa. Ziemkiewicz: Dobrze, że jest opór

Dodano: 
Rafał Ziemkiewicz i Paweł Lisicki w programie "Polska Do Rzeczy"
Rafał Ziemkiewicz i Paweł Lisicki w programie "Polska Do Rzeczy" Źródło: YouTube
Ci "ukraińscy rolnicy", to są głównie ogromne agroholdingi, często niemieckie. Na Ukrainie są wielkie kombinaty, które przejęły kołchozy i produkują tę żywność – mówi Paweł Lisicki.

Dziś odbył się się duży marsz rolników w Warszawie. W oficjalnym zgłoszeniu zgromadzenia zapowiedziano10 tysięcy uczestników. Organizatorzy zapowiedzieli, że nie będą blokować stolicy sprzętem rolniczym. Przemarsz wyruszył o godz. 11:30 spod Pałacu Kultury i Nauki przez Aleje Jerozolimskie, rondo de Gaulle’a, Nowy Świat, plac Trzech Krzyży, Wiejską przed gmach Sejmu, następnie Piękną i Alejami Ujazdowskimi przed Kancelarię Prezesa Rady Ministrów.Przed budynkami Sejmu i Kancelarii Premiera protestujący zatrzymali się, by przekazać petycje.

– Na stole położono trzy podstawowe postulaty. Pierwszy, zwracam uwagę na jego sformułowanie, to wstrzymanie szkodliwych rozwiązań Zielonego Ładu. Drugi postulat to rozwiązanie problemu nadmiarowej obecności, na rynkach europejskich, w tym na rynku polskim, towarów rolnych spoza Unii Europejskiej. Nie chodzi tutaj tylko i wyłącznie o produkty ukraińskie, ale to jest słuszne zauważenie, że mamy problem w Europie z zalewem na przykład zbóż z Rosji. To jest problem realny, z którym musimy sobie radzić. Trzecia rzecz to zapewnienie ciągłości produkcji zwierzęcej w rolnictwie – mówił marszałek Sejmu Szymon Hołownia.

– To była zwykła rozmowa bez żadnych konkretów. Niestety, nic nie udało się ustalić, oprócz obietnicy, że stworzony zostanie okrągły stół z przedstawicielami rolników i władz. Nic poza słowami(...) Liczymy na realne i konkretne działania. Na razie nic z tego nie ma – powiedział z kolei jeden z liderów protestu Szczepan Wójcik, po spotkaniu w Sejmie. Wójcik dodał, że "nie ma żadnego porozumienia, są postulaty, teraz czekamy na ruch parlamentu i rządzących". – To, co mogliśmy zrobić, zrobiliśmy. Nasz głos został usłyszany – stwierdził.

Następnie protestujący udali się do Kancelarii Premiera. Tam delegacja spotkała się z szefem KPRM Janem Grabcem. Po spotkaniu przedstawiciele rolników poinformowali, że rozmowy zakończyły się fiaskiem i będzie kolejny protest w stolicy. – Rząd obiecuje nam, że do 7 marca będą przedstawione jakieś konkrety, ale póki co nie usłyszeliśmy nic– mówił po wyjściu z KPRM Szczepan Wójcik. – Weszliśmy z nadzieją, że dostaniemy cokolwiek "żywego", że będziemy mogli wyjść do ludzi i powiedzieć: Słuchajcie załatwiliśmy. Strajki nadal będą trwały, 6 marca znowu spotykamy się w Warszawie, dalej blokujemy Polskę, nie zejdziemy barykad. Niestety – dodał.

Protest rolników. Lisicki i Ziemkiewicz komentują

W najnowszym odcinku programu "Polska Do Rzeczy" Paweł Lisicki i Rafał Ziemkiewicz odnieśli się do protestu rolników. W ocenie red. naczelnego "Do Rzeczy" stajemy w obliczu "największych protestów w Polsce od bardzo długiego czasu". – Cała sprawa ma wymiary globalny i nasz polski. W pierwszym z nich, protestów rolniczych jest o wiele więcej niż wcześniej. W Brukseli doszło do starć z policją. Po drugie, mamy wymiar ukraiński, obecny głównie w Polsce, czyli protesty przeciwko zalewowi tanimi produktami rolnymi z Ukrainy. Rząd chyba bierze to na przeczekanie – ocenił.

Z kolei zdaniem Rafała Ziemkiewicza "ciężko powiedzieć, co robi rząd". – Minister rolnictwa Czesław Siekierski powiedział, że właściwie rolnicy mają rację. Donald Tusk jednego dnia postraszył, że wpisuje przejścia graniczne na listę infrastruktury krytycznej, choć nie wiem, czy to ostatecznie zrobił. Logiczną konsekwencją powinno być to, że rolnicy zostaną usunięci siłą. To się nie stało, a dzień później Donaldowi Tuskowi "zmiękła rura" i nagle zaczął mówić, że rozumie rolników. W związku z tym, trudno orzec, jakie jest stanowisko rządu w sprawie tych protestów – tłumaczył.

– Trzeba pamiętać, że ci "ukraińscy rolnicy", to są głównie ogromne agroholdingi, często niemieckie. Na Ukrainie są wielkie kombinaty, które przejęły kołchozy i produkują tę żywność. Najczęściej są to koncerny z zagranicznym kapitałem – powiedział Paweł Lisicki. – Przypomnę, że przez dwa lata Niemcy nie bardzo pomagały Ukrainie wojskowo, ale żeby nie było, że nic nie robią, to załatwiły, że Unia Europejska dopłacała do produkcji rolnej na Ukrainie, o czym może nie wszyscy wiedzą. Teraz ta cała produkcja jedzie do Europy, co wkurza rolników – dodawał Rafał Ziemkiewicz.

Zwiastun 272. odc. programu "Polska Do Rzeczy". Cały odcinek dostępny dla Subskrybentów.

Czytaj także