Radykalnie ograniczający prawo do sprawowania tradycyjnej mszy dokument „Traditiones custodes” jak obowiązywał tak obowiązuje nadal. Na nic zdały się zabiegi i prośby przedstawicieli różnych tradycjonalistycznych katolickich środowisk. Propozycja swego rodzaju paktu o nieagresji – przywiązani do klasycznego rytu wierni na czele ze swoimi przywódcami, jak kardynał Raymond Leo Burke, nie zauważają i nie krytykują nawet najbardziej rewolucyjnych poczynań papieża (na przykład zgody na tysiąc osobową pielgrzymkę LGBT w Bazylice świętego Piotra czy podważanie kultu maryjnego) w zamian za co, wierzą, że zezwoli on na poluzowanie ograniczeń „Traditiones Custodes” – na razie skończyła się na niczym. Kardynał Burke i inni podobni mu konserwatywni hierarchowie milczą jak grób i niczym ognia unikają krytyki działań Watykanu, tyle, że nic to nie daje.
Gorzej, jak wynika z wypowiedzi kilku najważniejszych kardynałów z otoczenia papieża – na przykład takich kardynałów jak Arthur Roche, Blase Cupich czy Odilo Scherer – nie tylko nie ma mowy o „uwolnieniu” starej mszy, ale, przeciwnie, można się spodziewać dalszych obostrzeń. Taki jest sens przedstawionych przez nich publicznie argumentów przeciw zachowaniu klasycznej liturgii. Nie są one wprawdzie mocne, ba, niektóre brzmią wręcz groteskowo i stanowią radykalną wersję posoborowej dialektyki, jednak pokazują prawdziwy układ sił w kolegium kardynalskim.

