Ten narastający konflikt szczegółowo analizuje prof. Wojciech Polak w swojej najnowszej książce „Dyktator czy wybawca. Przyczyny i kulisy przewrotu majowego 1926”, wydanej nakładem wydawnictwa Biały Kruk. Autor pokazuje, jak język polityki przestaje być narzędziem debaty, a zaczyna współtworzyć mechanizm przesilenia, z wyraźnymi analogiami do współczesności.
Jednym z najbardziej wymownych świadectw tej atmosfery jest wywiad udzielony 29 kwietnia 1926 roku przez Józefa Piłsudskiego. Marszałek wprost diagnozuje w nim głęboki kryzys systemu parlamentarnego i ostro krytykuje sposób funkcjonowania państwa.
Publikujemy fragment książki:
„29 kwietnia 1926 r. Marszałek udzielił wywiadu gazecie ‘Nowy Kurier Polski’. Dotyczył on przede wszystkim kryzysu parlamentaryzmu. Warto zacytować ten wywiad w całości:
‘ – Czy przeżywamy kryzys parlamentaryzmu?
– Przeżywamy na pewno, i przeżywamy go w ostrzejszej formie niż cała Europa. Ja osobiście przy narodzinach nowego, obecnego sejmu przepowiadałem to w wybranym gronie osób. Pomiędzy obecnymi byli p. marszałek Rataj i dzisiejszy premier Skrzyński. Wyraźnie mówiłem, że to przyjdzie, że przyjdzie kryzys parlamentaryzmu.
– W czym widzi Pan Marszałek źródła tego kryzysu?
– Jest jedna sprzeczność zanadto silna, aby nie przejawiała się ona stale i ciągle. Według zasady ustroju parlamentarnego – rząd rządzi, sejm sądzi. Gdy zaś zastępuje ją praktyka, że sędzia jest oskarżony, a oskarżony także sędzią, to wówczas musi nastąpić zanik wszelkiego poczucia odpowiedzialności. Zasada bowiem parlamentów, kiedy dawały one zdrowie ludzkości, polegała na tym, że istniała władza wykonawcza, która była sądzona przez wybrane ciała, zwane parlamentem, czy sejmem. Wtedy zaś, kiedy zaczęła się choroba, to jest zanik podziału między tym, co jest władzą wykonawczą, a władzą sądzącą tę władzę, musiało zaniknąć poczucie sprawiedliwości, gdyż nie ma jej tam, gdzie nikt za złe czynności nie odpowiada. To jest charakterystyczna cecha kryzysu parlamentaryzmu wszędzie. Powstaje wówczas jak gdyby zabawa w próby rządów całkiem nieodpowiedzialnych i z konieczności formują się wtedy tylko mafie i konwentykle, ze stałymi z ich strony próbami siadania do rządu, tylko cokolwiek inaczej, niż poprzednio. Jest to stan, który demoralizuje to, co jest rządem, i to, co jest sądem. Musi powstać w takim wypadku coś w rodzaju nierządu, którym jakoby Polska zawsze stała.
– Dlaczego zdaniem Pana Marszałka kryzys parlamentarny w Polsce zaznacza się silniej, niż gdzie indziej?
– U nas kryzys parlamentaryzmu zaznacza się bardziej, niż w innych krajach, dlatego że naród cały – powracając do niepodległości – związał za dużo nadziei z tym, co my nazywamy sejmami, i dlatego z większą goryczą, niż gdzie indziej, odczuwamy doznany zawód.
– Czy Pan Marszałek nie widzi dróg wyjścia z kryzysu?
– Z tego, co powiedziałem, wynika jasno, że trzeba oddzielić ściślej rząd, który musi być odpowiedzialny, od prób nieodpowiedzialnego rządzenia. To zdaniem moim na długo wystarczyć może.
– Więc ścisłe rozgraniczenie kompetencyj?
– Tak jest! Rządy muszą być sprawowane indywidualnie i dobierane pod kątem indywidualności ich wykonawców. Natomiast próby rządzenia za pomocą jakichś grup ludzkich, za pomocą dajmy na to 444 posłów i 111 senatorów, prowadzą do niepożądanych celów.
Zawsze twierdziłem, że wszelkie próby ze strony rządów zdobycia sobie siły przez wysiłki zadowolenia wszystkich nigdy się nie udadzą. Siła bowiem zawsze chce być odpowiedzialna za siebie. Siła nie może liczyć się z tym, co się komu podoba, a co nie podoba. Gdy frymarczy, gdy zaczyna się wahać, gdy się załamuje, przestaje być siłą.
– Czy Pan Marszałek nie sądzi, że dyktatura jest wyłącznie kwestią człowieka?
– Ja tego nie chcę rozstrzygać!
– Czy jednak Pan Marszałek nie podziela opinii, że silny człowiek, który by ujął władzę, łatwiej potrafiłby uporać się z trudnościami?
– Z sejmem, czy bez sejmu?
– Toby już było jego sprawą.
– Wpędza mnie Pan w pułapkę… (replikuje Pan Marszałek, żartobliwie grożąc palcem).
Zaczynamy dalsze pytanie: – Dyktatura…
– Dyktatura? – przerywa Pan Marszałek. – No i cóż, ubierze pan w nią złodziei?
– Czy dyktatura nie jest wyłącznie kwestią człowieka? Wziąłby ją Pan Marszałek w swe ręce?
– Stawia pan niekonstytucyjne pytania (– groźnie i żartobliwie zarazem woła Pan Marszałek). Powinien Pan za to w kozie siedzieć.
– Jeśli Pan Marszałek każe! – przed tym jednak pragnę usłyszeć odpowiedź na moje pytanie.
– Ale ja nie odpowiem, bo nie chcę siedzieć w kozie (– śmiejąc się odpowiada Marszałek). Cóż – zagadnienie dyktatury stawało przede mną tyle razy… Ja jednak twierdzę, że w ramach konstytucyjnych praca silnego rządu da się uskutecznić, tylko trzeba uczynić wszystko, by skończyć ze złymi zwyczajami sejmowymi. Albowiem złe zwyczaje sejmowe są gorsze od złej konstytucji’”.
Jak można sądzić z powyższego wywiadu, Józef Piłsudski nie odrzucał parlamentaryzmu w ogóle, uważał jednak, że parlament nie powinien aspirować do sprawowania władzy wykonawczej. Bieżąca władza wykonawcza powinna być oddzielona od parlamentarnych gierek, które rodzą rozmaite patologie.
Fragment książki prof. Wojciecha Polaka „Dyktator czy wybawca. Przyczyny i kulisy przewrotu majowego 1926”, wyd. Biały Kruk
