W ostatnim zauważonym przez amerykańskie wojska ataku chemicznym, poszkodowanych miało zostać co najmniej 20 cywilów, w tym wiele dzieci. Atak miał mieć miejsce na przedmieściach Damaszku, gdzie władze zaciekle walczą z rebeliantami. Jest to już kolejna taka sytuacja, kiedy zachodnie państwa odnotowują ataki z użyciem broni chemicznej i upominają władze syryjskie.
– Ktokolwiek przeprowadził ten atak, to Rosja ponosi odpowiedzialność za ofiary we Wschodniej Ghucie i wiele innych ofiar w Syrii, które zginęły przez użycie borni chemicznej, skoro to Rosja miesza się w ten konflikt – komentował wydarzenia na Bliskim Wschodzie amerykański sekretarz stanu Rex Tillerson.
Rosja oraz władze w Damaszku odcinają się od tych oskarżeń, nazywając je bezpodstawnymi kłamstwami.
Uwięzieni mieszkańcu Wschodniej Ghuty
Ewakuację Wschodniej Ghuty, na przedmieściach Damaszku, od końca grudnia prowadzi Międzynarodowy Czerwony Krzyż. Ewakuacja rozpoczęła się po osiągnięcia porozumienia z władzami Baszara el-Asada, ale Czerwony Krzyż nie chce zdradzać szczegółów dotyczących tego układu. W sumie w odciętej od pomocy enklawie rebeliantów żyje około 400 tysięcy ludzi, w tym kilkaset dzieci. Wiele osób nie ma co jeść, brakuje leków oraz ciepłych ubrań, a dzieci umierają z niedożywienia.
Sytuacja we Wschodniej Ghucie pogorszyła się szczególnie, w ciągu ostatnich tygodni, kiedy syryjskie wojsko rządowe rozpoczęło intensywne naloty i bombardowania na miasto, w odpowiedzi na działania rebeliantów. W bombardowaniach zginęły setki cywilów.
Konflikt w Syrii trwa już od sześciu lat i dotychczas pochłonął życie ponad 300 tysięcy osób. Szacuje się też, że kilka milionów osób musiało opuścić swoje domy i zostało bez środków do życia.
Czytaj też:
Stracone pokolenie
