Wiceminister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Hamish Falconer poinformował parlamentarzystów, że po interwencjach USA ws. archipelagu Czagos Londyn "rozmawia obecnie bezpośrednio z USA o ich obawach". BBC wskazuje, że Falconer dodał, iż choć administracja Donalda Trumpa wyraziła poparcie dla traktatu między Wielką Brytanią a Mauritiusem, gdy był on podpisywany, to "otrzymaliśmy bardziej aktualne stanowisko prezydenta USA, które jest bardzo znaczące". Dalej polityk zapowiedział, że traktat wróci do parlamentu, gdyż obecnie prace nad jego ratyfikacją zostają wstrzymane na czas rozmów z Amerykanami.
Decyzja ta miała zapaść po tym, jak w ubiegłym tygodniu prezydent USA Donald Trump wezwał premiera Keira Starmera do zerwania umowy. "Mówiłem premierowi Keirowi Starmerowi, że dzierżawy nie są dobre, jeśli chodzi o państwa i że czyni wielki błąd wchodząc w umowę o 100-letniej dzierżawie z kimkolwiek, kto »rości« sobie prawo, tytuł (...) do Diego Garcia, strategicznie położonej na Oceanie Indyskim (wyspy)" – napisał Trump w serwisie Truth Social.
Chaos informacyjny
Niedługo później brytyjski rząd oświadczył jedna, że nie ma "żadnej przerwy" w procedowaniu umowy dotyczącej Wysp Czagos, "Źródło rządowe podało, że nie ma żadnej przerwy, nigdy nie ustaliliśmy terminu, a harmonogram zostanie ogłoszony w standardowy sposób" – donosi BBC.
Na największej wyspie archipelagu, Diego Garcia, znajduje się amerykańsko-brytyjska baza wojskowa. Amerykanie korzystali z niej w przeszłości w czasie prowadzenia działań wojennych w Iraku i Afganistanie. Kontrolę nad wyspą przejąłby Mauritius, ale baza pozostałaby pod kontrolą Wielkiej Brytanii i USA na mocy 99-letniej dzierżawy. Za dzierżawę Wielka Brytania miałaby płacić średnio ok. 100 mln funtów rocznie, ale niepokój USA wywołują jednak rosnące wpływy Chin w Mauritiusie.
