Szef bułgarskiego rządu przybył we wtorek do Paryża, gdzie został zaproszony z okazji defilady organizowanej 14 lipca, w dniu święta narodowego Francji. W wydarzeniu bierze udział około 500 żołnierzy z krajów tzw. koalicji chętnych.
Premier Bułgarii: Nie jesteśmy częścią koalicji
Poprzedniego dnia w stolicy Francji odbył się szczyt, w którym wzięli udział przedstawiciele wspomnianej grupy państw. Radew nie był jednak uczestnikiem tego spotkania. Nie pojawił się również żaden przedstawiciel jego rządu.
– Osobiście odebrałem zaproszenie od prezydenta Macrona do udziału Bułgarii w koalicji chętnych, ale nie jesteśmy częścią koalicji, która upiera się przy kontynuacji finansowej i wojskowej pomocy dla Ukrainy – powiedział premier Radew w rozmowie z dziennikarzami. Jak dodał, "nie jest to rola Bułgarii".
Szef bułgarskiego rządu uważa, że obecna strategia Zachodu nie oznacza wcale zwiększenia szans na pokój w Europie. Rumen Radew zaznaczył – jak podaje portal Politico – rozwiązanie konfliktu nie powinno opierać się na przedłużaniu go w postaci dostarczania środków militarnych, tylko na "silnej misji dyplomatycznej, która zakończy eskalację".
"Wyczerpaliśmy nasze możliwości"
W podobnym tonie Rumen Radew wypowiedział się podczas szczytu NATO w Ankarze. – Wyczerpaliśmy nasze możliwości wsparcia militarnego, mam na myśli broń i amunicję z bułgarskich zapasów wojskowych – powiedział premier Bułgarii.
– Dostarczyliśmy już 13 pakietów pomocy i nie mamy już nic do wysłania na Ukrainę. Nadal możemy zaoferować techniczne wsparcie wojskowe. Możemy zapewnić naprawę sprzętu wojskowego w Bułgarii. To jest nasze wsparcie – dodał.
Również minister obrony Bułgarii niedawno oświadczył, że jego kraj nie będzie już udzielał Ukrainie pomocy wojskowej.
Czytaj też:
"Bezczelność". Zajączkowska-Hernik o ruchu KE, w tle Ukraina Czytaj też:
"Jawne wystąpienie przeciwko NATO". Burza po słowach Czarnka
