– Stany Zjednoczone rozpoczną przeciw Iranowi wojnę gospodarczą na niespotykaną dotąd skalę – grzmiał prezydent Donald Trump. – To ekonomiczny D-Day – przekonywał sekretarz skarbu Scott Bessent. Czy operacja mająca przypominać udany szturm aliantów ma szanse na sukces?
Gdy 28 lutego Izrael i Stany Zjednoczone rozpoczęły bombardowanie Iranu, błyskawicznie zabijając przywódców politycznych oraz całe ówczesne dowództwo wojskowe, optymistycznie nastawieni inwestorzy i analitycy prognozowali, że operacja zakończy się w ciągu maksymalnie kilku tygodni. Równie optymistycznie czas trwania wojny szacował gospodarz Białego Domu. – To zawsze był proces czterotygodniowy. Zakładaliśmy, że to potrwa ok. czterech tygodni. Zawsze chodziło o czterotygodniowy proces, więc – jakkolwiek silnym i dużym krajem jest Iran – zajmie to cztery tygodnie lub mniej – mówił na początku marca w wywiadzie dla brytyjskiego „Daily Mail” prezydent Donald Trump.
Gdy zamykamy ten numer tygodnika, jest 28 sierpnia. Wojna trwa więc już sześć miesięcy (26 tygodni) i nic nie wskazuje na to, aby konflikt z Iranem miał się zbliżać ku końcowi. Wydaje się, że Amerykanom w tej największej operacji od dwóch dekad nadal brakuje wizji i jasnego określenia celu bliskowschodniej wojny. Konflikt w Iranie z regionalnego konfliktu zmienia się zaś w globalny test militarnej, politycznej i gospodarczej siły. Od jego wyniku zależą nie tylko ceny ropy i gazu czy ceny innych towarów transportowanych przez cieśninę Ormuz, lecz także nowy układ sił na geopolitycznej szachownicy.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
