To żadna nowość. Od dawna wiadomo, że Niemcy znajdują się na celowniku rosyjskich tajnych służb. Na domiar złego nie bez winy Berlina. Polityka od lat realizowała bowiem plan sprowadzenia „do domu” (dawniej mówiono „Heim ins Reich”) Niemców nadwołżańskich. Bogata Republika Federalna Niemiec potrzebowała rąk do pracy. To, że rodacy z głębi Rosji nie znali „ojczystego” języka, nie stanowiło żadnej przeszkody. Wszystkim „wypędzonym” zapewniano za darmo w razie konieczności długie i zazwyczaj drogie kursy językowe. Oferowały je najlepsze szkoły językowe, z Instytutem Goethego na czele. Tak rodziły się talenty, którymi w końcu zainteresowała się Moskwa.
Nagle – ni stąd, ni z owąd – pojawiły się tu i tam, głównie w wielkich miastach, ale nie tylko – także w ważnych strategicznie punktach – kamery, przekazujące nakręcony film przez telefon komórkowy do centrali obcego wywiadu.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
