Dziennikarze i eksperci coraz częściej nie udają, że ich walka z pedofilią wśród duchownych ma cokolwiek wspólnego z troską o dzieci. Chodzi o zniszczenie i osłabienie Kościoła- pisze w najnowszym wydaniu Do Rzeczy Tomasz P. Terlikowski.
- Utożsamienie Kościoła ze skandalami seksualnymi ma sprawić, że ludzie stracą zaufanie do jedynej instytucji, która otwarcie sprzeciwia się wizji moralności propagowanej przez liberalne media. Pedofilia ma być dowodem na to, że moralność oparta na wierności małżeńskiej, wstrzemięźliwości seksualnej, wstydzie prowadzi na manowce czy wręcz wypacza ludzką seksualność. A to oznacza, że nauczanie Kościoła trzeba dostosować do wymagań liberalnego świata. Aby jednak ten proces rzeczywiście doprowadził do celu, o którym mowa, trzeba po pierwsze sprawić, że skojarzenia ksiądz – pedofil, Kościół – skandale wejdą do popkultury, a po drugie uniemożliwić Kościołowi realną i słyszalną odpowiedź, która ukaże autentyczne, a nie jedynie medialne przyczyny zjawiska, jakim jest seksualizacja dzieci i ich wykorzystywanie przez dorosłych. To pierwsze już się dzieje. Gwiazdki prześcigają się w zapewnieniach o obrzydzeniu, jakie budzi w nich kościelna obrona pedofilii, i jak Paulina Młynarska deklarują, że na znak protestu dokonają apostazji, lub jak Anna Przybylska wrzucają na swoje społecznościowe profile zdjęcia z przedszkola ze złośliwym podpisem „Szwedzki stół dla księdza”. Każdy zaś, kto taki „żart” skrytykuje, uznawany jest za... obrońcę pedofilów w sutannach.
Drugi element procesu utożsamiania Kościoła ze skandalami, czyli uniemożliwienie skutecznej odpowiedzi, także już się dokonuje. A najlepiej widać to na przykładzie abp. Józefa Michalika, którego niedawna nieszczęśliwa wypowiedź jest obecnie wykorzystywana do dyskredytacji każdej jego wypowiedzi na temat przyczyn pedofilii. Gdy arcybiskup przypomina, że jedną z przyczyn przedwczesnej seksualizacji dzieci są genderowe pomysły o wychowaniu seksualnym już w przedszkolach, liberalne media od razu podnoszą szum, przekonując, że arcybiskup spycha winę za grzechy księży (choć akurat te są mocno potępione) na biedne feministki. A gdy dodaje (z czym naprawdę trudno na poważnie polemizować), że pornografia, wypaczenie prawdziwej miłości czy problemy rodzinne mają także całkiem realny wpływ na zjawisko pedofilii, wówczas media odpowiadają mu z pogardą, ale za to bez choćby próby zrozumienia jego słów, głosem Magdaleny Środy w „Gazecie Wyborczej”, że jedynymi powodami problemów z pedofilią są... religijne wychowanie dzieci i tradycyjna rodzina.
Skuteczną bronią przeciwko prawdzie jest także budowanie wrażenia (zupełnie wbrew faktom), że abp Michalik jest... przedstawicielem innego Kościoła niż papież Franciszek. Takim środkiem posłużyła się polityka, przeciwstawiając – już przez same zdjęcie – metropolitę papieżowi. Kłopot polega tylko na tym, że to kompletna bzdura. Każdy, kto choć trochę zna się na Kościele lub zna abp. Józefa Michalika, wie, że akurat to przeciwstawienie jest trafieniem kulą w płot. Metropolita przemyski bowiem na długo, zanim na Tronie Piotrowym zasiadł Franciszek, nawoływał swoich księży do ubóstwa (opublikował na ten temat niezwykle mocny list), zrezygnował z odzyskiwania majątku archidiecezji od państwa, uznając, że lud boży utrzyma Kościół. Nie ma też wątpliwości, że jest skutecznym duszpasterzem i potrafi ostro przywoływać do porządku podległych sobie księży. Jednym słowem – realizuje Franciszkowy model Kościoła. I gdyby tylko mediom zależało na opisywaniu rzeczywistości, to by to zauważyły. Jednak ich celem nie jest opis, ale zmiana nauczania Kościoła. One nie chcą biskupów Franciszkowych, ale biskupów szytych na miarę „Gazety Wyborczej”, a dokładniej fałszywego wizerunku papieża, przygotowanego przez liberalne media. (...)
Cały artykuł dostępny w 39. wydaniu do Rzeczy.
