PIOTR WŁOCZYK: Wielka Brytania w czwartek rozpoczęła publiczne śledztwo w sprawie zabójstwa Aleksandra Litwinienki. Do podwyższenia rangi dochodzenia doszło dzięki staraniom Mariny Litwinienko, wdowy po zamordowanym. Myśli pan, że tym razem Brytyjczycy oficjalnie ogłoszą, kto stał za tym zabójstwem?
JURIJ FELSZTINSKI: Wydaje mi się, że obecnie – z uwagi na wojnę na Ukrainie i zestrzelenie malezyjskiego samolotu – brytyjskiemu rządowi łatwiej przyszłoby powiedzenie tego, co wie każdy, kto przyglądał się sprawie morderstwa Aleksandra Litwinienki: to państwo rosyjskie jest za to odpowiedzialne.
Uważa pan, że wszystkie najważniejsze dowody zostały zgromadzone i teraz trzeba tylko głośno powiedzieć prawdę?
Tak, dowody już mamy. Od dawna wiemy przecież, że tego mordu dokonano przy użyciu polonu-210, który pochodził z Rosji, wiemy, kto i jak go przewiózł z Rosji do Wielkiej Brytanii, a także kto siedział przy stoliku razem z Litwinienką, gdy doszło do otrucia. Wiemy również, że człowiek, który wziął udział w tej operacji – Andriej Ługowoj – został po wszystkim awansowany i stał się członkiem rosyjskiego parlamentu. (...)