Krajowa Rada Sądownictwa, podobnie jak Trybunał Konstytucyjny, są na krawędzi przejęcia przez Tuska, kończą się kadencje ich dotychczasowych członków. Prawo, które przez tyle lat obecna ekipa rządząca ogłaszała "niekonstytucyjnym", twierdząc, że z racji ustanowienia go przez poprzednią większość sejmową mamy "nieistniejący TK" i "neo-KRS", który wyprodukował 3,5 tys. "neosędziów", raczej nie ulegnie zmianie, wątpliwe, by prezydent podpisał ustawę nazwaną po orwellowsku "praworządnościową", krytykowaną miażdżąco nie tylko przez opozycję, lecz także przez Komisję Wenecką, Fundację Helsińską czy Fundację Court Watch. Ale Tusk nie zamierza się tym przejmować. Po prostu, gdy według tego samego prawa wyznaczy nowych sędziów on, a nie Kaczyński, przedrostek "neo" zniknie z żółtych pasków w TVN24 i z retoryki polityków koalicji. Opozycja i jej media odtrąbią oczywiście kolejną kompromitację władzy i kolejny dowód jej krańcowej hipokryzji, ale premier uważa, że nie musi się tym przejmować.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

