Kreml widziany z Białego Domu

Kreml widziany z Białego Domu

Dodano: 
Władimir Putin i Donald Trump podczas spotkania na Alasce
Władimir Putin i Donald Trump podczas spotkania na Alasce Źródło: Wikimedia Commons
Michał Krupa Wyborcy republikańscy nie marzą o nowej zimnej wojnie. Chcą niższych cen energii, stabilności i tego, by ich dzieci nie wracały w trumnach z kolejnych wojen. To byłby kurs, który dałby prezydentowi Ameryki gotową narrację zwycięstwa

W lutym 2026 r. świat z zapartym tchem obserwuje, jak Stany Zjednoczone poruszają się po jednym z najbardziej skomplikowanych krajobrazów geopolitycznych od lat. Druga kadencja prezydenta Donalda J. Trumpa, która trwa już ponad rok, obfituje w dyplomatyczne manewry, naciski ekonomiczne i militarystyczną retorykę wobec Rosji. Wojna na Ukrainie, wchodząca w czwarty rok, pozostaje głównym punktem zapalnym – mimo głośnych szczytów i rozmów za zamkniętymi drzwiami nie widać jasnego rozwiązania. Podejście Trumpa do Rosji jest dalekie od spójności: raz padają wezwania do szybkiego pokoju, raz groźby zaostrzenia sankcji. Ta niespójność nie jest przypadkowa – wynika z głębokich podziałów wewnątrz administracji, gdzie ścierają się dwa obozy: realistów (promujący powściągliwość, negocjacje i skupienie na interesach amerykańskich) oraz jastrzębi (naciskający raczej na konfrontacyjne podejście do Moskwy i odstraszanie). Na czele obozu realistów stoją dyrektor Wywiadu Narodowego (DNI) Tulsi Gabbard, wiceprezydent J.D. Vance i specjalny wysłannik USA na Bliski Wschód Steve Witkoff. Po stronie jastrzębi są sekretarz stanu Marco Rubio, sekretarz skarbu Scott Bessent i sekretarz obrony Pete Hegseth. Wymienione osoby reprezentują nie tylko osobiste poglądy, lecz także konkurencyjne wizje roli Ameryki na świecie.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także