Sekretarz stanu USA Marco Rubio pochodzi z rodziny imigrantów kubańskich i wychował się w Miami na Florydzie. To najbardziej antykomunistyczne środowisko w USA. Uchodźcy nie tylko z Kuby, lecz także z Wenezueli, Nikaragui… Tam nie trzeba nikogo przekonywać, że komunizm jest złem wcielonym, które należy aktywnie zwalczać. A „zwalczać” dla Latynosów oznacza wytrzebić, zniszczyć, pokonać, wykończyć, zlikwidować, obalić, zadusić… I tak dalej całą noc.
Latynosi z Miami nie muszą się uczyć w szkole, czym jest komunizm – oni to słyszą w domu od rodziców, dziadków, krewnych i sąsiadów. W Polsce też niby moglibyśmy posłuchać rodziców lub dziadków, ale Polacy mają inny temperament, zapalają się mniej. W moich filmach „Boso przez świat” widzą państwo, że gdy mówię coś po hiszpańsku, to bardziej macham rękami, słowa mają więcej energii i mocne akcenty. Gdybyśmy mieli temperament latynoski, to po roku 1989 nie byłaby potrzebna dekomunizacja, bo nie byłoby komunistów. Zostaliby spakowani do bydlęcych wagonów i wysłani do Moskwy. No ale mamy temperament, jaki mamy, i dlatego mamy marszałka Czarzastego i całą masę innych komunistycznych czyraków wszędzie.
***
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
