Jak to już mówiłem uważam, że Bractwo nie miało po prostu innej możliwości. Jeśli celem Bractwa było zachowanie i przekazywanie w niezmienionej postaci katolickiej Tradycji – tak co się tyczy nauki dogmatycznej jak liturgii i sakramentów – to nie da się tego robić bez tradycyjnych księży. Ci zaś nie mogą istnieć i działać bez tradycyjnych biskupów, a więc biskupów konsekrowanych zgodnie z niezmienionym rytem i podtrzymujących stałą doktrynę Kościoła. Nie będzie biskupów to nie będzie księży i cały ruch tradycjonalistyczny będzie narażony na uwiąd.
W obecnej sytuacji, kiedy to do Bractwa należy około 800 księży, a jest w nim jedynie dwóch, coraz bardziej posuniętych w latach biskupów, takiej decyzji o nowych konsekracjach nie dawało się dłużej odkładać. Tym bardziej, że nic nie wskazuje na zmianę stanowiska wobec tradycyjnych środowisk w Rzymie. Ksiądz Pagliarani, mimo wystosowanej wkrótce po wyborze na papieża Leona XIV prośby do tej pory zgody na audiencję nie dostał. Obecny papież, tak i jego poprzednicy, podkreślił, że Kościół musi podążać drogą wskazaną przez Sobór Watykański II, co jest przecież głównym punktem spornym.
Nie sądzę zatem, żeby mogły tu cokolwiek zmienić nowe rozmowy z Rzymem i spotkanie przełożonego Bractwa z kardynałem Víctorem Manuelem Fernándezem, Prefektem Dykasterii Nauki Wiary, które miało miejsce 12 lutego. Powód jest prosty i od lat niezmienny: Watykan nie jest gotowy do otwartej dyskusji na temat możliwych błędów zawartych w dokumentach Soboru Watykańskiego II. A skoro to jest niemożliwe niemożliwa jest też żadna realna forma porozumienia.

