To nieprawda, że źródłem zapisywanych przez nich opowieści były opowieści niepiśmiennych starych wieśniaczek – nie dość, że były to wykształcone, młode kobiety, to jeszcze zgromadzone prace poddawane były przez braci bardzo intensywnej redakcji. Nie jest też prawdą, jakoby byli parą sfiksowanych na punkcie baśni dziwaków – prowadzili szeroko zakrojone prace badawcze nad językiem i literaturą, za swoje szczytowe osiągnięcie uznając słownik języka niemieckiego. Który, swoją drogą, udało się dokończyć dopiero wiele lat po ich śmierci, w drugiej połowie XX w.
Okazja, by przypomnieć sobie los Grimmów, jest doskonała. Nie dalej jak kilka dni temu, 24 lutego, minęło 240 lat od narodzin młodszego z nich – Wilhelma. Mało kto zdaje sobie w Polsce sprawę, jak ważnymi byli postaciami dla postnapoleońskiego niemieckiego przebudzenia narodowego. Zrodzeni w Hesji w czasach, gdy Święte Cesarstwo Rzymskie znajdowało się w rozsypce, nie doczekali zjednoczenia dokonanego przez Wilhelma I, a jednak dzieło ich życia miało w tym wydarzeniu rolę ogromną. Trawestując słynne słowa Dmowskiego, rzec można, że skoro bracia Grimm byli Niemcami, to mieli obowiązki niemieckie.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
