O raporcie, którzy może wstrząsnąć stołeczną policją informuje w poniedziałek Interia.
Feralna interwencja
Portal opisuje historię dwójki policjantów, Patrycji i Oliwiera, którzy w 2024 roku przeprowadzili interwencję przed jednym z warszawskich klubów. Mundurowi wylegitymowali wówczas opuszczającego lokal Bartłomieja K. Mężczyzna od razu przyznał się do zażywania kokainy. Przy sobie miał jednak jedynie pustą torebkę po białym proszku. Taka sytuacja nie pozwoliła policjantom na dalsze działania, bowiem – skoro nie było proszku, nie było też przestępstwa. Kiedy rozstawali się z mężczyzną, ten powiedział, że jest tak pijany i naćpany, że nie wie gdzie się znajduje i poprosił funkcjonariuszy o podwiezienie go do najbliższej stacji metra. Jako, że było to zaledwie 500 metrów dalej, policjanci spełnili jego prośbę. Od tego momentu zaczęły się problemy.
Kilkanaście godzin po tej sytuacji mężczyzna zgłosił, że funkcjonariusze zażądali od niego łapówki. Mundurowi nie kryli zdziwienia, ponieważ za co mieli jej żądać, skoro nie przyłapano go na żadnym przestępstwie. Oboje zostali jednak z dnia na dzień zawieszeni w obowiązkach, zaś prokuratura bardzo szybko skierowała do sądu akt oskarżenia w ich sprawie. W wydanym niedawno wyroku sąd uznał, że żaden z wiarygodnych dowodów nie wskazuje na popełnienie przez oskarżonych przestępstwa. Wyrok nie jest prawomocny, a odwołanie od niego zapowiedziała już prokuratura. Mimo to, mundurowi myśleli, że zostaną przywróceni do służby. Te nadzieje okazały się jednak złudne. Przełożeni mundurowych zajęli bowiem stanowisko, że policjanci nie powinni w ogóle podwozić Bartosza K., gdyż jest to sprzeczne z obowiązującymi w policji zasadami wykorzystywania radiowozu. Zamiast przywrócenia ich do służby, albo chociaż poczekania na prawomocny wyrok, przełożeni wszczęli już procedurę wszczęcia ich ze służby.
Raport o patologiach w warszawskiej policji. "Zamieniamy się w służących"
Od decyzji tej odwołała się funkcjonariuszka. Na tym jednak nie poprzestała. Skierowała ona także do Komendy Głównej i Komendy Stołecznej Policji raport, w którym opisała szokujące szczegóły swojej kilkuletniej służby.
"Raport, jeżeli zarzuty się potwierdzą, jest druzgocący dla ludzi, którzy przez ostatnie lata zarządzali komendą w sercu stolicy, a także dla tych, którzy to zarządzanie nadzorowali" – wskazuje Interia.
W rozmowie z portalem policjantka opowiedziała, jak była wykorzystywana przez przełożonego do zakupu prezentu dla osoby z jego rodziny. – Zamieniamy się z policjantów w służących – przyznał Oliwier, który również spotkał się z dziennikarzami serwisu. Z ich relacji wynika, że przywozili oni również przełożonym jedzenie, czy papierosy. – Przestępca czeka w pomieszczeniu przejściowym, ale kierownictwo takie było głodne, że ja albo mój partner zostawaliśmy z zatrzymanym, a druga osoba pojechała po jedzenie – opowiedziała policjantka.
Opisy takich sytuacji, których miało być setki, znalazły się we wspominanym raporcie, a na potwierdzenie swoich słów funkcjonariuszka załączyła dowody w postaci m.in. SMS-ów i całej listy przelewów.
Libacje alkoholowe. "Staliśmy się taksówkarzami dla pijanych przełożonych"
To jednak nie są najbardziej bulwersujące treści, jakie znalazły się w raporcie. Jeden z jego fragmentów brzmi bowiem: "Jeszcze jedną z ważniejszych sytuacji, które dzieją się na KRP Warszawa I są częste libacje alkoholowe odbywające się zarówno na ul. Wilczej 21 jak i do niedawna w budynku sztabu przy ul. Belwederskiej 16. Wszystkie w nocy, a z racji pełnienia przeze mnie służby nocnej w godzinach 18.00-06.00 odwoziłam wielokrotnie naczelników i inne ważne osoby z tej komendy będące w stanie upojenia alkoholowego do swoich miejsc zamieszkania, w trakcie służby i pojazdem służbowym. Powyższe sytuacje w znacznym stopniu wpływają na prawidłowość wykonywanych zadań służbowych przez funkcjonariuszy co przekłada się również na bezpieczeństwo i porządek prawny oraz dobry wizerunek służby".
Z relacji policjantów wynika, że libacje alkoholowe odbywały się właściwie po każdym większym zabezpieczeniu policyjnym, zaś wtedy stawali się oni de facto taksówkarzami pijanych przełożonych.
Reakcja KSP
W związku z opisanymi przez funkcjonariuszkę sytuacjami, szef stołecznej policji polecił Wydziałowi Kontroli KSP wszczęcie czynności służbowych. Jak wyjaśnił w odpowiedzi przesłanej portalowi rzecznik KSP podkom. Jacek Wiśniewski, obejmują one szczegółową oraz obiektywną weryfikację wszystkich informacji przekazanych w relacji funkcjonariuszy.
"Wyjaśnienie wszystkich przedstawionych przez policjantkę i policjanta sytuacji mogących naruszać dyscyplinę służbową stanowi priorytet działania służb kontrolnych. Policja jako formacja działa w oparciu o jasno określone przepisy prawa i procedury, a wszelkie odstępstwa od tych zasad są traktowane z najwyższą powagą" – podkreślił. Kończąc rzecznik poinformował, że o zawartych w raporcie informacjach powiadomiono również BSW Policji oraz prokuraturę.
Czytaj też:
"Zgotował nam gehennę". Kosiniak-Kamysz oskarża prezydentaCzytaj też:
"Największa szuja medialna". Były polityk PO o znanym dziennikarzuCzytaj też:
"Żydowska ku**a". Będzie pozew przeciwko byłej gwieździe TVP Info
