Wydawałoby się, że te tragiczne mordy popełnione przez zaczadzonych ideologicznym bełkotem szaleńców będą nauczką dla następnych włoskich pokoleń, że anarchizm wylądował bezpowrotnie na śmietniku historii.
23 marca znów okazało się, że anarchizm jest wiecznie żywy, czego nie można powiedzieć o dwojgu zagorzałych wyznawcach. W wiejskim zapuszczonym domku na przedmieściach Rzymu Alessandro Mercogliano (57 l.) i Sara Ardizzone (36 l.) konstruowali bombę, która wybuchła im w rękach. Miała eksplodować kilka dni później, zabijając policjantów na posterunku w Rzymie w dzielnicy Tuscolana. Wszystko zatem wskazuje na to, że para anarchistów zamiast studiować Proudhona, Bakunina czy Kropotkina, powinna zajrzeć do Ewangelii św. Mateusza i wziąć sobie do serca zapisane tam słowa Jezusa do apostoła Piotra: „Schowaj miecz swój do pochwy, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną”.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
