Już w grudniu 2024 r. stało się jasne, że Donald Trump będzie chciał ustawić relacje ze Stolicą Apostolską na swój sposób. Trwał wtedy pontyfikat papieża Franciszka, ale Waszyngton zdecydował się na mocny krok. Jako ambasadora USA w Watykanie wskazano Briana Burcha, konserwatywnego katolika, który nie krył swoich relacji z jednym z najostrzejszych krytyków papieża z Argentyny, kard. Gerhardem Müllerem. Być może nominacja była zresztą tylko ciosem wyprzedzającym? Już w styczniu Watykan zakomunikował, że ma nowego arcybiskupa Waszyngtonu. Decyzji Franciszek nie podjął sam: razem z nim zrobił to ówczesny prefekt Dykasterii do spraw Biskupów, kard. Robert Prevost. W najbliższej wobec Białego Domu diecezji Ameryki postanowili osadzić skrajnie liberalnego Roberta McElroya, dotąd biskupa San Diego w Los Angeles…
Po śmierci Franciszka nazwisko Prevosta nie pojawiało się publicznie wśród kandydatów do papiestwa. Donald Trump zapytany o to, kogo widziałby na tronie św. Piotra, wskazał bez wahania na swojego znajomego, arcybiskupa Nowego Jorku – kard.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
