Pod rządami koalicji 15 października służba zdrowia znalazła się w trudnej sytuacji. Brak środków zmusił Ministerstwo Zdrowia do drastycznych redukcji w dostępie do różnego rodzaju badań i zabiegów. Od 1 kwietnia ograniczono nadwykonania w diagnostyce ambulatoryjnej. Chodzi o badania wykonane ponad limit kontraktu z NFZ. Fundusz płaci za badania wykonane ponad limit tylko 60 proc. stawki w przypadku gastroskopii i kolonoskopii oraz 50 proc. stawki w przypadku tomografii i rezonansu.
O dramatycznej sytuacji pacjentów alarmują lekarze. Prezes Naczelnej Izby Lekarskiej Łukasz Jankowski ocenił, że jest ona najgorsza od dekady.
– Ma miejsce podwójna rzeczywistość. Pani minister mówi, że ludzie się cieszą, bo idą pieniądze z KPO na zakup rezonansów. Tymczasem pacjenci czekają na badania w coraz większych kolejkach. To nie tylko podwójna rzeczywistość, ale też zakłamywanie rzeczywistości, na co my się nie zgadzamy – stwierdził.
Lęk i niepewność pacjentów
Jankowski wskazał, że pacjenci "czekają coraz dłużej, jest niepewność, lęk. To są emocje, które występują w ochronie zdrowia". Prezes NIL tłumaczył, że działania Ministerstwa Zdrowia prowadzą w praktyce do "cichej prywatyzacji" służby zdrowia.
– Widzimy firmy ogłaszające raty 0 procent na tomografie czy rezonans. Widać wyraźnie, że to jest pełzająca prywatyzacja, która się coraz mocniej rozpędza – powiedział.
Jankowski stwierdził również, że resort nie ma "spójnej strategii dojścia do ochrony zdrowia polskich marzeń". Wdrażana jest natomiast strategia "wygaszania, limitów, oszczędności".
– To już nie chodzi o wojnę ministerstwa z lekarzami, tylko o to, w jakich warunkach będą leczeni pacjenci. Mam poczucie, że idziemy na ścianę. Wprowadzono politykę cięć na zdrowiu Polaków – dodał.
Czytaj też:
Alarm dla minister zdrowia. Tak Polacy ocenili jej pracęCzytaj też:
"Zawalili, nie dowożą". Dwoje ministrów mogą stracić stanowiska
