Ministerstwo Zdrowia wskazuje, że zaproponowana zmiana ma dotyczyć przedłużenia o rok terminu na złożenie dokumentów potwierdzających znajomość języka. Jak tłumaczy bowiem resort, nie zawsze brak dokumentu oznacza brak znajomości języka polskiego. Polityk Konfederacji nie przekonuje taka argumentacja.
– W moim odczuciu jest z tym problem, dlatego że pewnie wielu Polaków lecząc się, ma do czynienia z lekarzami obcokrajowcami i ma problem z tym, żeby porozumieć się z lekarzem – stwierdziła.
Bryłka argumentuje, że terminologia medyczna jest często skomplikowana, dlatego niezbędne jest, aby pacjent był w stanie w pełni móc porozumieć się z lekarzem. W innym przypadku jest to bowiem "narażenie polskich pacjentów na gorszej jakości świadczenia usług medycznych, no i przede wszystkim na zagrożenia życia i zdrowia".
– To nie jest tylko stanowisko Konfederacji krytykujące zatrudnianie lekarzy, którzy nie znają języka polskiego – powiedziała i wyjaśniła, że podobną argumentację przedstawił niedawno prezes Naczelnej Izby Lekarskiej Łukasz Jankowski. Stwierdził on, że "jeśli ktoś nie zna języka polskiego, nie powinien pracować w polskim systemie ochrony zdrowia". Bryłka przyznała mu rację.
– Wyobraźmy sobie pacjenta, który nie jest w stanie zrozumieć lekarza albo co gorsze, lekarz, który nie jest w stanie zrozumieć pacjenta – powiedziała.
Co dalej z lekarzami z zagranicy?
Z dniem 1 maja wygasły uprawnienia do wykonywania zawodu przez lekarzy cudzoziemców, którzy nie udowodnili swojej znajomości języka polskiego na poziomie co najmniej B1.
Z przedstawionych przez NRL danych wynika, że w całym kraju pracuje ok. 3 tysięcy lekarzy narodowości ukraińskiej. Aż ok. tysiąca z nich do tej pory nie przedstawiło certyfikatu potwierdzającego znajomość języka polskiego.
Czytaj też:
"Zawalili, nie dowożą". Dwoje ministrów mogą stracić stanowiskaCzytaj też:
Psy i koty w szpitalu? KO wychodzi z projektem
