Na antenie RMF wicemarszałek Sejmu z Konfederacji Krzysztof Bosak został zapytany przez Tomasza Terlikowskiego o sytuację, w której para jednopłciowa wspólnie wychowuje biologiczne dziecko jednego z partnerów. Polityk był dopytywany, co powinno się stać z dzieckiem po śmierci biologicznego rodzica. – Partner, który jest biologicznym rodzicem, umiera. Jesteście zwolennikami odebrania tego dziecka temu drugiemu partnerowi, czy jednak umożliwicie mu adopcję? – pytał Tomasz Terlikowski.
Bosak odpowiedział, że jest przeciwnikiem adopcji dzieci przez osoby homoseksualne. – Moje zdanie jest takie, że w przypadkach szczególnych decyduje sąd, ale ja osobiście jestem zdecydowanym przeciwnikiem przyznawania przez sądy w procedurze adopcyjnej dzieci homoseksualistom. Rodzina zastępcza jest lepsza – ocenił. Terlikowski kontynuował, pytając: – Czyli przekazujemy dziecko do obcych mu osób od osoby, która je wychowywała i to jest lepsze dla dziecka?.
– Moim zdaniem tak. Uważam, że wychowanie dziecka przez pary osób tej samej płci jest złem dla tego dziecka: złem rozwojowym, złem wychowawczym i złem moralnym – odparł wicemarszałek. Polityk Konfederacji dodał, że "opieka nad dziećmi wymaga mamy i taty".
Rozmowa wywołała falę komentarzy. Wielu internautów wyrażało uznanie dla Tomasza Terlikowskiego, zwracając uwagę na jego dociekliwość. Niektórzy jednak wytykają dziennikarzowi radykalną zmianę poglądów i sprzyjanie środowiskom LGBT, co jest sprzeczne z nauczaniem Kościoła katolickiego. Ewolucję poglądów publicysty szczegółowo opisał na łamach tygodnika "Do Rzeczy" red. Piotr Semka. To temat okładkowy aktualnego wydania gazety.
"Obawiam się, że przed niegdysiejszym publicystą 'Frondy' jeszcze niejeden zakręt ideowy. W dziele reformowania myślenia katolików strona liberalna przyjmuje zasadę 'ruchomego horyzontu żądań'. Przyjdzie zweryfikować jeszcze niejeden dzisiejszy pewnik" – pisze Semka w podsumowaniu.
Terlikowski: Nigdy nie określałem się mianem dziennikarza katolickiego
Terlikowski odniósł się do komentarzy po wywiadzie z Bosakiem. "Ubawiłem się setnie. "Tęczowym Tomkiem" (a to jedno z łagodniejszych określeń) jeszcze nie byłem. Chyba pierwszy raz w życiu uznano mnie za adwokata rewolucji LGBTQ+. I to w sumie jest dość zabawne, bo wszystko w oparciu o zwyczajną rozmowę radiową" – rozpoczął.
"Dziennikarz jest od zadawania pytań, rozmaitych, a nie od prowadzenia starcia cywilizacji. Te pytania i odpowiedzi na nie mogą się podobać lub nie, ale dziennikarz jest właśnie od ich zadania. I to nie ma nic wspólnego ze światopoglądem, to rzemiosło" – przekonuje. "Nigdy nie określałem się mianem dziennikarza katolickiego, bo dziennikarz może być dobry albo zły, a jego osobista wiara nie ma tu nic do rzeczy. Moja wiara pozostaje niezmienna, ale nie oznacza to, że jestem dziennikarzem katolickim. Jestem dziennikarzem i katolikiem Jako katolik uważam zasadę wolności religijnej za jedną z kluczowych. I tak jak uważam, że chrześcijanie mają prawo do wolności religijnej w krajach islamskich (nie zawsze respektowanej), tak jestem głęboko przekonany, że wyznawcy islamu mają prawo do wolności religijnej w krajach europejskich. Odbieranie ludziom prawa do posiadania miejsc modlitwy nie jest chrześcijańskie" – stwierdził publicysta.
Czytaj też:
"Do Rzeczy" nr 23: Wielka przemiana Terlikowskiego
