W stolicy Hiszpanii powstał olbrzymi problem z dostępnością do żłobków. Aż 75 procent rodzin ma problemy ze znalezieniem miejsc w placówkach dla swoich dzieci. Wielu rodziców nie stać na żłobki prywatne, gdzie o miejsce jest nieco łatwiej.
Na powstałą sytuację narzeka lewicowa polityk Rita Maestre. Maestre jest radną skrajnie lewicowej partii Más Madrid i zwolenniczka masowej migracji, która właśnie poskarżyła się, że nie może zapewnić miejsca w żłobku dla swojej córki. Polityk nie wspomniała jednak o tym, że w Hiszpanii w dostępie do żłobków preferencyjnie traktowane są dzieci nielegalnych imigrantów.
Dostęp do publicznych żłobków. Preferencje dla dzieci nielegalnych imigrantów
Wynika to z faktu, że nielegalni cudzoziemcy otrzymują dodatkowe "punkty" przy ubieganiu się o miejsce w żłobku za to, że są imigrantami. Jak tłumaczy polityk partii Vox, Isabel Pérez Moñino, w praktyce dodatkowo przyznane punktu zrównują status dzieci imigrantów z dziećmi niepełnosprawnymi, co daje im pierwszeństwo.
"W Madrycie my, hiszpańscy rodzice, finansujemy żłobki, a nielegalni imigranci zajmują miejsca. Tak, tak – dobrze słyszeliście. I nie mówi tego VOX; tak wynika z oficjalnych danych rankingowych opublikowanych w tym tygodniu w Madrycie" – powiedziała Pérez Moñino, dodając: "Więc wszyscy rozumieją: bycie nielegalnym imigrantem ma takie same wyniki jak posiadanie dziecka z niepełnosprawnością. Śmieją się nam w twarz, podczas gdy tysiące pracujących hiszpańskich rodzin czeka miesiącami na miejsce w żłobku".
W niektórych centralnych i gęsto zaludnionych dzielnicach Madrytu – mowa tu m.in. o Arganzuela, Chamartín i Chamberí – wskaźnik przyjęć spada do zaledwie 10 procent, co oznacza, że 9 na 10 dzieci zostaje odrzuconych z braku miejsc.
Rita Maestre została również skrytykowana za ubieganie się o dotowane z budżetu państwa mimo wysokich zarobków. Media zwróciły uwagę, że od 2015 roku zarobiła z pieniędzy podatników 870 000 euro "Musi jej się to wydawać mało i dlatego poprosiła nas o pokrycie kosztów opieki nad córką" – czytamy w jednym z komentarzy w mediach społecznościowych.
Nielegalni imigranci uprzywilejowani w dostępie do służby zdrowia
Internauta pisze również o tym, jak proimigracyjna polityka bezpośrednio przyczyniła się do kryzysu, na którym cierpi teraz całe społeczeństwo, w tym skrajnie lewicowy politycy i ich rodziny "Niektórzy przypominają, że liderzy tacy jak Rita Maestre od lat bronią polityki otwartych drzwi imigracyjnych i ciągłego rozszerzania usług publicznych dla przybyszów… a teraz zderzają się z dość prostą matematyczną rzeczywistością: jeśli popyt rośnie ogromnie, a zasoby są ograniczone, konkurencja o miejsca również gwałtownie rośnie. W niektórych dzielnicach Madrytu, według danych z opublikowanych przez nich raportów, ponad 50 proc. miejsc w publicznych przedszkolach przyznano rodzinom obcokrajowcom".
Z oficjalnych danych wynika, że jeśli chodzi o Madryt, to 30 procent mieszkańców miasta urodziło się za granicą, jednak w przypadku dzieci w wieku sześciu lat i młodszych odsetek ten jest znacznie wyższy. Nie chodzi jednak tylko o żłobki, ponieważ hiszpańska stolica zmaga się z falą obcokrajowców przeciążających także system opieki zdrowotnej. Podczas gdy tamtejsze szpitale przyjęły rekordową liczbę nielegalnych imigrantów, Hiszpanie borykają się z coraz większymi opóźnieniami w dostępie do opieki zdrowotnej, mimo że to oni ją finansują. Władze sanitarne w Madrycie odnotowały 44-procentowy wzrost liczby pacjentów bez dokumentów w ciągu roku. Jednocześnie, pomimo długich list oczekujących na lekarza Hiszpanów, Wyspy Kanaryjskie przygotowują się na przyjęcie dzieci ze Strefy Gazy.
Czytaj też:
Montero znów szczerze o masowej migracji. "Aby objęła wszystkich"
