Nękanie prawicowych dziennikarzy przez połączone siły policji i „aktywu społecznego” bardzo przypomina sposoby wypracowane przed wielu laty przez SB do uprzykrzania życia działaczom opozycji. Jeszcze bardziej przypomina tamte lata sposób, w który usłużne wobec rządu media włączyły się w propagandę ośmieszającą wziętych przez władzę na cel opozycjonistów – od nazwania całej sprawy „aferą Sakiewicza” i kreowanie na rzekomą ofiarę Republiki policjanta, którego nazwisko ujawniono (a który zgodnie z prawem powinien był ujawnić je i wylegitymować się podczas interwencji), po obleśne aluzje i memy o „Sakiewiczu w gaciach”.
Ponadto cała kampania sprawia wrażenie teatru absurdu, w którym groza miesza się z groteską, a w końcu wszystko okazuje się być na niby, realne pozostają tylko poniesione szkody. Jeśli spektakularne wejście policjantów do domu redaktora naczelnego Republiki i skucie jego asystentki było elementem jakiegoś politycznego planu, to był to plan nieprzemyślany i przeprowadzony bardzo nieudolnie.
Przekierowanie furii
Bez wątpienia zapalnikiem całej sprawy był wyjazd Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego do USA. Wszystko wskazuje na to, że ściągniecie ich z Węgier i demonstracyjne pokazywanie w kajdankach było przez Donalda Tuska i jego ludzi bardzo oczekiwane: widowiskowa zemsta utwierdziłaby „żelazny elektorat”, na ten moment głęboko sfrustrowany, że rozliczenia przynoszą sukcesy. Gdy nadzieje te zostały brutalnie pogrzebane, Radosław Sikorski, zirytowany jak inni członkowie rządu, powiedział kilka słów za dużo, ujawniając, że przecież rozmawiał z ambasadorem Rose'em o Ziobrze, i twierdząc, że uzyskał zapewnienie, iż były minister do USA nie wjedzie. Trudno zgadnąć, po jakiej linii usiłował Sikorski załatwić taką sprawę, wiedząc, że jego pryncypał ani on sam nie cieszą się w otoczeniu prezydenta USA sympatią, a raporty wpływowych wśród republikanów think tanków (m.in. Hudson Institute) oraz podkomisji Kongresu wprost nazywają rządy Tuska w Polsce łamaniem praw obywatelskich i prześladowaniem opozycji politycznej. W każdym razie najwyraźniej próbował, a więc rząd liczył się z tym, że Ziobro może mu się wymknąć z rąk.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

