„Partia będzie miała dwa płuca” – ogłosił prezes Jarosław Kaczyński po kolejnym spotkaniu z wiceprezesem tej partii, Mateuszem Morawieckim. Medyczną metaforę podchwycił ochoczo ten ostatni. „Pełen oddech dla Polski złapany! Do zwycięstwa” – pochwalił się triumfalnie były premier.
Z wypowiedzi obu polityków wnioskować można, że do tej pory ich partia zmuszona była posiłkować się jednym płucem. Chociaż zdrowemu człowiekowi potrzebne są płuca prawe i lewe, to otoczony szczególną opieką potrafi funkcjonować także z jednym. Nie jest to jednak sytuacja normalna. Taka przypadłość medyczna wiązać się może z licznymi komplikacjami, wśród których wymienia się szybkie męczenie się i niechęć do wysiłku. Osoby o jednym płucu narażone są także na niewydolność oddechową, która może skutkować niedotlenieniem mózgu – hipoksją. Czyżby właśnie ten proces pozwalał nam wytłumaczyć nieukładające się w jakąkolwiek spójną całość wypowiedzi kierownictwa PiS, ogłaszającego publicznie raz to zakaz działalności stowarzyszeń wewnątrz partii, przy innej okazji dopuszczalność takich działań, następnie znowu zakaz – bez odnoszenia się do poprzednich decyzji. Tego rodzaju mentalne meandrowanie – połączone z okresowymi zanikami pamięci – byłoby dla osoby o jednym płucu gromkim dzwonkiem alarmowym, wzywającym do natychmiastowej konsultacji lekarskiej.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
