W kwietniu 2023 roku ówczesny prezydent Andrzej Duda odznaczył Wołodymyra Zełenskiego Orderem Orła Białego "w uznaniu znamienitych zasług w pogłębianiu przyjaznych i wszechstronnych stosunków między Polską a Ukrainą, za rozwijanie współpracy na rzecz demokracji, pokoju i bezpieczeństwa w Europie oraz niezłomność w obronie niezbywalnych praw człowieka".
Zełenski otrzymał Order Orła Białego od Dudy
Bartłomiej Pejo, poseł Konfederacji, pytany przez DoRzeczy.pl, czy uważa, że Wołodymyr Zełenski w ogóle powinien otrzymać najwyższe polskie odznaczenie, jakim jest Order Orła Białego, odpowiedział, że "po decyzjach i gestach, które obserwujemy po stronie władz ukraińskich, trzeba bardzo jasno powiedzieć: Wołodymyr Zełenski nie powinien dziś być kawalerem Orderu Orła Białego".
– To nie jest zwykłe odznaczenie, nie jest to dyplom grzecznościowy wręczany w ramach politycznej uprzejmości. Order Orła Białego to najwyższe polskie odznaczenie państwowe, symbol najwyższego uznania Rzeczypospolitej. Taki order powinien być zarezerwowany dla osób, które swoją postawą okazują Polsce, polskiej historii i polskim ofiarom najwyższy szacunek – podkreślił.
Poseł Konfederacji ocenił, że "nie można jednocześnie przyjmować od Polski najwyższego odznaczenia, korzystać z ogromnej pomocy polskiego państwa i polskiego społeczeństwa, a równocześnie akceptować politykę gloryfikowania formacji odpowiedzialnych za zbrodnie na Polakach".
– To jest moralnie nie do pogodzenia – wskazał.
Polska udzielała Ukrainie pomocy na skalę bezprecedensową
Bartłomiej Pejo zauważył, że "Polska przez ostatnie lata udzieliła Ukrainie pomocy na skalę bezprecedensową".
– Polacy otwierali swoje domy, szkoły, szpitale, samorządy, budżety i serca. Polska udzielała wsparcia politycznego, militarnego, humanitarnego i gospodarczego. W zamian mamy prawo oczekiwać rzeczy absolutnie elementarnej: szacunku dla polskiej historii i pamięci o polskich ofiarach – zaznaczył.
"Nie ma dwóch prawd o Wołyniu"
Poseł Konfederacji podkreślił, że nie ma dwóch prawd o Wołyniu.
– Nie ma "różnych interpretacji" mordowania kobiet, dzieci, osób starszych, księży, całych rodzin i całych polskich wsi. Ludobójstwo wołyńskie nie jest kwestią opinii, dyplomatycznego niuansu ani tematem, który można przykryć poprawnością polityczną. To jest rana w polskiej pamięci narodowej i państwo polskie ma obowiązek tej pamięci bronić – zwrócił uwagę.
Bartłomiej Pejo dodał, iż dlatego uważa, że "dyskusja o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego jest nie tylko uprawniona, ale konieczna".
– Co więcej, moim zdaniem, ten order powinien zostać odebrany. Najwyższe polskie odznaczenie nie może pozostawać w rękach polityka, za którego prezydentury państwo ukraińskie podejmuje działania odbierane przez miliony Polaków jako gloryfikacja UPA, Bandery, Melnyka i ukraińskiego nacjonalizmu odpowiedzialnego za zbrodnie na obywatelach Rzeczypospolitej – wskazał.
"Polska pomoc nie może oznaczać polskiej uległości"
Rozmówca DoRzeczy.pl podkreślił, że "polska pomoc nie może oznaczać polskiej uległości".
– Przyjaźń nie polega na tym, że jedna strona ma prawo do wszystkiego, a druga ma milczeć. Relacje polsko-ukraińskie mogą być dobre tylko wtedy, gdy będą oparte na prawdzie, wzajemności i szacunku. Jeżeli tego szacunku nie ma, to nie można udawać, że nic się nie stało – powiedział.
Zełenski nadał jednostce wojskowej imię "Bohaterów UPA"
W środę prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zdecydował o nadaniu jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy imienia "Bohaterów UPA".
W wydanym dekrecie ogłosił, że nadał imię "Bohaterów UPA" Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych "Północ" Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy. Wyjaśnił, że uczynił to "w celu przywrócenia historycznych tradycji narodowego wojska oraz uwzględniając wzorowe wykonywanie powierzonych zadań podczas obrony integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy".
Bartłomiej Pejo pytany, jak odebrał tę decyzję Wołodymyra Zełenskiego, odpowiedział, że "jako policzek wymierzony Polakom".
– I mówię to wprost: to jest naplucie w twarz narodowi, który przez ostatnie lata okazał Ukrainie ogromną pomoc, zrozumienie i solidarność. Nadanie jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA” nie jest niewinnym gestem. To nie jest sprawa wyłącznie wewnętrzna Ukrainy, kiedy dotyczy formacji, która w polskiej pamięci historycznej jest nierozerwalnie związana z ludobójstwem na Polakach – zwrócił uwagę.
Poseł Konfederacji zaznaczył, że UPA nie jest dla Polaków abstrakcyjnym skrótem historycznym.
– To są spalone wsie, zamordowane rodziny, kobiety, dzieci, starcy, bestialstwo i zbrodnia. To są konkretne nazwiska ofiar, konkretne miejscowości, konkretna krew. Dlatego każda próba przedstawiania UPA jako formacji heroicznej jest dla Polaków głęboko obraźliwa. I żaden polityk w Polsce nie powinien tego relatywizować – dodał.
Zdaniem naszego rozmówcy "szczególnie oburzające jest to, że tego rodzaju decyzje zapadają w czasie, gdy Ukraina wciąż oczekuje od Polski wsparcia, solidarności i politycznego zaangażowania".
– Polska ma być sojusznikiem, Polska ma pomagać, Polska ma zabiegać o interesy Ukrainy na arenie międzynarodowej, Polska ma ponosić koszty, ale gdy przychodzi do pamięci o polskich ofiarach, to słyszymy, że każde państwo ma prawo wybierać swoich bohaterów. Nie, nie w ten sposób. Nie można budować przyjaźni z Polską na kulcie ludzi i formacji, które mordowały Polaków – wyjaśnił.
Skandaliczne wypowiedzi przedstawicieli polskich władz i dyplomacji
Bartłomiej Pejo podkreślił, że "za skandaliczne uważam także wypowiedzi tych przedstawicieli polskich władz i dyplomacji, którzy próbują rozmywać sprawę w języku »własnej pamięci historycznej« czy »różnych interpretacji«".
– W sprawie ludobójstwa na Polakach nie może być dyplomatycznych uników. Państwo polskie nie jest od tego, żeby usprawiedliwiać cudzą politykę historyczną, gdy ta polityka uderza w pamięć naszych obywateli. Państwo polskie jest od tego, żeby bronić polskiej racji stanu, polskiej godności i polskich ofiar – mówił.
Decyzja Zełenskiego wpisuje się w szerszy problem
Polityk zwrócił uwagę, że decyzja prezydenta Zełenskiego wpisuje się niestety w szerszy problem.
– Od lat widzimy na Ukrainie upamiętnianie postaci związanych z OUN i UPA, nadawanie nazw ulicom, instytucjom czy jednostkom wojskowym, eksponowanie Bandery, Melnyka i innych symboli ukraińskiego nacjonalizmu. To nie są pojedyncze incydenty. To jest kierunek polityki pamięci, który dla Polaków jest nie do przyjęcia – przypomniał.
Bartłomiej Pejo zaznaczył, że "nie można mówić o pojednaniu, jeżeli jedna strona domaga się pomocy i zrozumienia, a druga ma milczeć wobec gloryfikowania sprawców".
– Pojednanie wymaga prawdy. Wymaga nazwania zbrodni zbrodnią. Wymaga szacunku wobec ofiar. Bez tego mamy nie pojednanie, tylko jednostronne ustępstwa Polski – dodał.
Redakcja Polski powinna być zdecydowana
Zdaniem posła Konfederacji reakcja Polski powinna być zdecydowana.
– Nie wystarczą rytualne wyrazy ubolewania. Potrzebne są konkretne konsekwencje polityczne i symboliczne. Jedną z nich powinno być odebranie Orderu Orła Białego. Drugą powinno być zakończenie bezrefleksyjnego eksponowania ukraińskich flag na polskich budynkach publicznych. Decyzja władz Lublina o zdjęciu flagi Ukrainy z ratusza była słuszna i powinna być przykładem dla innych samorządów oraz instytucji publicznych – ocenił.
Zaznaczył, że "polskie urzędy, szkoły, samorządy i instytucje państwowe nie powinny bezwarunkowo eksponować symboli państwa, którego władze podejmują decyzje godzące w pamięć pomordowanych obywateli Rzeczypospolitej". – To nie jest wrogość wobec zwykłych Ukraińców. To jest obrona polskiej godności i pamięci historycznej – podkreślił.
Zełenski bez Orderu Orła Białego?
Pytany o to, czy z satysfakcją przyjął reakcję prezydenta Karola Nawrockiego na apel przewodniczącego klubu Konfederacji Grzegorza Płaczka, dotyczący odebrania Orderu Orła Białego prezydentowi Ukrainy, Bartłomiej Pejo powiedział, że apel przewodniczącego Grzegorza Płaczka uważa za słuszny, potrzebny i odważny.
– W tej sprawie nie można chować głowy w piasek. Nie można udawać, że nic się nie stało, tylko dlatego, że temat jest trudny dyplomatycznie. Są momenty, w których polityk musi wybrać, czy stoi po stronie prawdy i pamięci narodowej, czy po stronie wygodnego milczenia. Konfederacja w tej sprawie mówi jasno: Order Orła Białego powinien zostać Wołodymyrowi Zełenskiemu odebrany – dodał.
Podkreślił, że będzie usatysfakcjonowany reakcją prezydenta dopiero wtedy, gdy za słowami pójdą czyny.
– W sprawie Wołynia, UPA i polskiej pamięci narodowej nie wystarczą ogólnikowe komunikaty, półsłówka i dyplomatyczne formułki. Oczekuję jasnej decyzji od kapituły, prezydenta, a później ponad politycznej zgody i kontrasygnaty premiera Tuska. Oczekuję, że najwyższe władze Rzeczypospolitej pokażą, że polskie odznaczenia mają swoją wagę, a pamięć o polskich ofiarach nie jest przedmiotem politycznego handlu – mówił.
Bartłomiej Pejo wskazał, że "prezydent powinien w tej sprawie działać zdecydowanie i tak właśnie teraz postępuje Karol Nawrocki".
– Jeżeli państwo ukraińskie, na czele z prezydentem Zełenskim, podejmuje decyzje gloryfikujące UPA, to Polska musi odpowiedzieć. Nie agresją, nie histerią, ale godnością, stanowczością i konsekwencją. Odebranie Orderu Orła Białego byłoby właśnie takim sygnałem: Polska pamięta, Polska szanuje swoje ofiary, Polska nie zgadza się na relatywizowanie ludobójstwa – powiedział.
W ocenie posła Konfederacji to byłby sygnał także do polskich elit politycznych, które przez lata zbyt często traktowały relacje z Ukrainą jednostronnie.
– Polska dawała bardzo wiele, często nie stawiając żadnych realnych warunków. Tymczasem każde poważne państwo prowadzi politykę opartą na interesie narodowym, wzajemności i szacunku. Jeżeli Ukraina chce strategicznego partnerstwa z Polską, musi zrozumieć, że nie da się tego partnerstwa budować na kulcie UPA – mówił.
Podkreślił, że to nie jest wezwanie do wrogości wobec Ukrainy jako państwa ani wobec zwykłych Ukraińców.
– To jest wezwanie do normalności w relacjach międzynarodowych. Normalność oznacza, że pomagamy, gdy wymaga tego sytuacja, ale nie rezygnujemy z własnej godności. Normalność oznacza, że jesteśmy solidarni, ale nie ślepi. Normalność oznacza, że mamy prawo domagać się szacunku dla naszych ofiar – wyjaśnił.
Dodał, że dlatego popiera apel o odebranie orderu.
– Popieram również działania samorządów, które idą śladem Lublina i przestają bezrefleksyjnie eksponować ukraińskie symbole na budynkach publicznych. To jest potrzebny sygnał polityczny i moralny. Nie można wymagać od Polaków, by milczeli, gdy po drugiej stronie gloryfikuje się formacje odpowiedzialne za mordowanie ich przodków – powiedział.
"Dość plucia Polakom w twarz"
Zdaniem posła Konfederacji "w tej sprawie trzeba powiedzieć jasno: dość plucia Polakom w twarz".
– Dość udawania, że nic się nie stało. Dość polityki, w której polska pamięć historyczna jest spychana na margines, bo komuś w Warszawie, Kijowie czy Brukseli wygodniej jest nie drażnić tematu. Prawda o Wołyniu nie jest przeszkodą w dobrych relacjach polsko-ukraińskich. Przeszkodą jest kłamstwo, przemilczanie i gloryfikowanie sprawców – zauważył.
Podkreślił, że "jeżeli chcemy prawdziwego pojednania, to musi ono zacząć się od prawdy". – A prawda jest taka, że UPA odpowiada za zbrodnie na Polakach. Tego nie wolno relatywizować. Tego nie wolno przykrywać dyplomacją. I tego nie wolno nagradzać najwyższym polskim odznaczeniem państwowym – wskazał.
