A więc eskalacja

Dodano: 
Prezydent USA Donald Trump
Prezydent USA Donald Trump Źródło: PAP/EPA / AARON SCHWARTZ / POOL
Michał Krupa Mimo retoryki pokojowej Trumpa z kampanii wyborczej w 2024 r. amerykańska administracja nie porzuciła kluczowych elementów poprzedniej polityki prezydenta Joe Bidena – dozbrajanie jednej strony i ekonomicznej izolacji drugiej.

Od samego początku kampanii prezydenckiej w 2024 r. Donald Trump wielokrotnie obiecywał zakończyć wojnę Rosji z Ukrainą „w ciągu 24 godzin” poprzez zdecydowaną akcję dyplomatyczną. Przedstawiał się jako skuteczny negocjator, który osiągnie to, czego nie udało się poprzednim administracjom. Jednak w połowie 2026 r. polityka Białego Domu ujawnia wyraźny ciąg sprzeczności: publiczne deklaracje szybkich negocjacji współistnieją z dalszym wsparciem militarnym dla Ukrainy, wznowieniem presji sankcyjnej na Rosję oraz współgraniem z niektórymi europejskimi sojusznikami, którzy ewidentnie dążą do głębszej eskalacji. Szczyt w Anchorage z sierpnia 2025 r., niegdyś przedstawiany przez niektórych w Moskwie jako przełom, został nawet przez rosyjskich przywódców określony jako niewiele więcej niż pokazówka.

Dwa lata temu Trump był jednoznaczny. Krytykował podejście administracji Bidena jako nieodpowiedzialne finansowo i strategicznie błędne, argumentując, że miliardy dolarów pomocy nie przyniosły zwycięstwa Ukrainie i że tylko silne przywództwo może zmusić obie strony do stołu negocjacyjnego.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.
Czytaj także