W poniedziałek Edward E. Nowak złożył do Sądu Okręgowego w Krakowie zażalenie na postanowienie oddalające jego protest przeciwko ważności referendum z 24 maja, w którym mieszkańcy odwołali z urzędu Aleksandra Miszalskiego. Dopóki sprawa nie zostanie prawomocnie zakończona, premier Donald Tusk nie może wyznaczyć daty wyborów.
65 stron zażalenia
Edward E. Nowak, działacz opozycji z czasów PRL, złożył zażalenie w ostatnim dniu przewidzianym przez przepisy. Jak poinformował, dokument liczy 65 stron. Nowak kwestionuje sposób, w jaki sąd ocenił jego protest. Jego zdaniem naruszenia ciszy referendalnej zostały przeanalizowane pojedynczo, zamiast jako całość.
Sąd Okręgowy przekaże zażalenie do Sądu Apelacyjnego w Krakowie. Od chwili otrzymania akt sąd będzie miał 30 dni na jego rozpatrzenie. Następnie wyznaczy termin posiedzenia i ogłosi rozstrzygnięcie. Decyzja sądu apelacyjnego będzie ostateczna. Jeżeli zażalenie zostanie oddalone, postanowienie Sądu Okręgowego stanie się prawomocne. Sąd może również uwzględnić protest albo uchylić wcześniejsze postanowienie i skierować sprawę do ponownego rozpoznania.
Protest dotyczy ciszy referendalnej
Nowak twierdzi, że podczas ciszy referendalnej doszło do licznych naruszeń prawa, które mogły wpłynąć na frekwencję, a tym samym na ważność referendum. Po referendum przekazał do sądu blisko 4 GB materiałów dowodowych, obejmujących ponad 300 plików graficznych i analitycznych oraz blisko 800 stron opisu dowodowego.
Według Nowaka podczas ciszy referendalnej aktywnych było osiem płatnych kampanii reklamowych kierowanych do mieszkańców Krakowa. Wskazywał również na publikacje zamieszczane w serwisach X, Facebook, Instagram, TikTok i YouTube oraz w lokalnych grupach internetowych. – Nawet 4 proc. głosujących mogło pójść na referendum w wyniku nielegalnej, zmasowanej akcji prowadzonej w czasie ciszy referendalnej. To nie są żarty. Jeśli puścimy to płazem, następne wybory i referenda będą jeszcze gorsze – przekonuje.
Budżet przygotuje pełniący obowiązki prezydenta?
Przedłużająca się procedura może wpłynąć także na przygotowanie przyszłorocznego budżetu miasta. Jak informowała wcześniej Interia, jeśli wybory odbędą się pod koniec roku, projekt budżetu Krakowa przygotuje pełniący obowiązki prezydenta Stanisław Kracik.
Anonimowy polityk Koalicji Obywatelskiej powiedział portalowi: – Możemy przygotować taki projekt budżetu, który będzie bombą z opóźnionym zapłonem. Wybory pod koniec roku dają możliwość, że budżet na przyszły rok nie będzie budżetem przygotowanym przez nowego prezydenta. Dostanie go niejako w spadku. Jeśli wygrałby Gibała, to musiałby się głowić, jak np. spiąć wydatki na komunikację miejską. A jeśli wygra nasza kandydatka, to jako rada zawsze możemy "pomóc" go jej zmienić na bardziej realny.
Czytaj też:
Nowy prezydent Krakowa z budżetem "w spadku"? Mocne słowa polityka KO Czytaj też:
Nocne nagranie Miszalskiego. "Wszyscy myśleli, że nie może już niżej upaść"
