Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski powiedział na konferencji w Kijowie, że gdyby Rosja zaatakowała NATO, wtedy "pokonalibyśmy ją bardzo szybko". – Mamy gigantyczną przewagę, jeśli chodzi o lotnictwo, nawet jeśli do tego potencjału nie wliczymy sił amerykańskich – podkreślił.
Słowa polskiego ministra wywołały komentarze w Polsce i w innych państwach europejskich, a także w Federacji Rosyjskiej. Moskwa podkreśliła w reakcji, że wielokrotnie wskazywała, że nie będzie atakować państw NATO, a Sikorski cierpi na „rusofobię umysłu”.
Sykulski: Zbyt kategoryczny sąd
W komentarzu na swoim kanale YouTube politolog i analityk ds. geopolityki Leszek Sykulski ocenił, że słowa Sikorskiego były elementem walki informacyjnej. – To jest oczywiście głębokie rozminięcie się z prawdą. Każdy kto ma jakiekolwiek pojęcie o geostrategii wie o tym. To jest pewien blef, element walki informacyjnej. To zostało specjalnie użyte w Kijowie – powiedział.
Zdaniem analityka kluczowy był jednak fragment wypowiedzi o "pokonaniu Rosji" nawet bez potencjału USA. Może bowiem świadczyć o tym, że w państwach europejskich realnie bierze się pod uwagę możliwość niezareagowania Stanów Zjednoczonych na ewentualne zagrożenie tzw. wschodniej flanki NATO. Sykulski podkreślił, że Radosław Sikorski jest politykiem generalnie dobrze poinformowanym o tym, o czym mówi się w kuluarach jeżeli chodzi o amerykański establishment polityczny i biznesowy.
– Słowa polskiego ministra Radosława Sikorskiego można potraktować jako komunikat odstraszający, ale jest to sąd zbyt kategoryczny i nie można go traktować jako prognozy wojskowej – zaznaczył.
Analityk ostrzega
Sykulski zwrócił uwagę na to, że hipotetycznie, gdyby doszło do konfliktu zbrojnego z Rosją, to nie byłoby tak, że potencjał NATO byłby natychmiast dostępny do takiego przedsięwzięcia, a do tego dochodzi cały szereg innych komplikacji natury politycznej, organizacyjnej czy logistycznej.
– Potencjał wszystkich 32 członków NATO nie jest automatycznie siłą dostępną jednej koalicji od pierwszego dnia wojny. To nie jest tak, że zakładamy jakąś synergię i jeszcze dodatkowo, że suma wszystkich krajów wchodzących w skład Sojuszu Północnoatlantyckiego nagle będzie się równać właśnie sumie wszystkich zdolności Federacji Rosyjskiej. Tak to nie wygląda – podkreślił.
– NATO liczy 32 państwa członkowskie i to nie jest tak, że cały ten potencjał wojskowy można wystawić w ramach jednej koalicji od pierwszego dnia wojny. Absolutnie nie. Musimy też sobie zdawać sprawę, że artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego daje ogromną elastyczność, ogromną dowolność, jeżeli chodzi o reagowanie poszczególnych państw członkowskich. Musimy sobie zdawać sprawę, że dzisiaj Polska miałaby potężny problem, jeżeli chodzi o wytrzymanie nawet pierwszych dni potencjalnego, nazwijmy to pełnoskalowego konfliktu, gdyby zaczęło spadać w ciągu doby po kilkaset środków napadu powietrznego na Polskę – ostrzegł.
Analityk podkreślił, że systemy Wisła, Narew, Pilica, SAN nie są gotowe. – Główne zdolności operacyjne Polska może osiągnąć między rokiem 2031 a 2035. Obecnie Polska, jeżeli chodzi o system Wisła, jest w trakcie jego realizacji. To jest dopiero pierwsza faza. Polska ma dwie baterie Patriot, ma cztery radary kierowania ogniem i 16 wyrzutni. To jest kropla w morzu potrzeb – zwrócił uwagę.
Sykulski podkreślił, że obrona powietrzna jest absolutnym fundamentem, podobnie jak kwestia obrony cywilnej i ochrony ludności cywilnej i obrony cywilnej na wypadek potencjalnego zagrożenia wojennego.
Sykulski powiedział również, że błędem metodologicznym na Zachodzie jest stawianie na jednej szali wydatków wojskowych całego NATO i wydatków wojskowych Rosji i podawanie tego w dolarach. – Ponieważ Rosja nie kupuje większości swojego uzbrojenia za dolary. Tutaj o wiele lepsze byłoby traktowanie tego w kategoriach siły nabywczej – przypomniał.
Wojna na Ukrainie mogła zakończyć się wiosną 2022
Sykulski przypomniał, że wojna mogła zakończyć się wiosną 2022 roku, co przyznał m.in. ukraiński deputowany Dawid Arachamia z frakcji Sługa Narodu – polityk, który przewodniczył ukraińskiej delegacji podczas negocjacji w Stambule. – Arachamia powiedział wprost, że gdyby nie interwencja brytyjskiego premiera Borisa Johnsona, to rozmowy miałyby szczęśliwi finał i wojna by się zakończyła – powiedział Sykulski.
Czytaj też:
Wiceszef MSZ Rosji: Sikorskim powinni się zająć ludzie w białych fartuchach Czytaj też:
Zajączkowska-Hernik: Za rok musimy odsunąć tych wariatów od władzy
