Polsko-ukraińska wojna handlowa?

Polsko-ukraińska wojna handlowa?

Dodano: 26
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podczas wizyty w Warszawie
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podczas wizyty w Warszawie Źródło: president.gov.ua
W wojnie handlowej, którą wypowiedziała Polsce Ukraina, mamy przeciwko sobie nie tylko tamtejszych oligarchów, lecz także potężne grupy interesów z całego świata.

Od momentu, gdy Ukraina złożyła na Polskę, Węgry i Słowację skargę do Światowej Organizacji Handlu, mamy do czynienia z regularną wojną handlową. Mimo że Polska udzieliła i nadal udziela Ukrainie ogromnej pomocy, bez której ta już dawno zniknęłaby z politycznej mapy Europy, prezydent Wołodymyr Zełenski pozwolił sobie nawet na zamieszczenie na platformie X komentarza sugerującego, że broniąc swoich rolników, jesteśmy tak naprawdę sojusznikami Rosji. Nie brak wprawdzie opinii, że podjęty przez naszych sąsiadów krok stanowi tylko rodzaj straszaka i punkt wyjścia do długich negocjacji, lecz prawdą jest to, że charakter polskiego i ukraińskiego rolnictwa z definicji czyni nasze interesy sprzecznymi, gdyż skala produkcji, wysoka jakość ziem i dużo niższe koszty zapewniają naszemu sąsiadowi istotną przewagę konkurencyjną – w szczególności gdy tylko polskie rolnictwo jest spętane unijną siecią regulacji. Mimo że w naszym rodzimym sektorze rolniczym mamy do czynienia z postępującą z każdym rokiem konsolidacją małych gospodarstw przekształcających się w wielkoobszarowe przedsiębiorstwa, nadal daleko nam do koncentracji produkcji na poziomie ukraińskim, gdzie dodatkowo dominuje kapitał oligarchów i międzynarodowej finansjery.

Dzikie pola prywatyzacji

Rozmach ukraińskich przedsiębiorstw rolnych można najlepiej uświadomić sobie poprzez to, że największe z nich kontroluje obszar równy więcej niż trzykrotności całej Kotliny Kłodzkiej. Większą powierzchnią niż urokliwa kraina położona w województwie dolnośląskim dysponuje także kolejnych siedem największych agroholdingów. Na tym nie koniec, ponieważ największa w Polsce firma zajmująca się uprawą ziemi rolnej ma według „Tygodnika Rolniczego” do dyspozycji ok. 8 tys. ha. Na Ukrainie miałaby problem, aby znaleźć się wśród 100 największych posiadaczy ziemskich, ponieważ średnia wielkość gruntów tamtejszego agroholdingu szacowana jest na ok. 4,8 tys. ha. Rozmiary współczesnych ukraińskich latyfundiów z jednej strony nie powinny dziwić, ponieważ Ukraina jest niemal dwukrotnie większa niż Polska, lecz współczesne elity ukraińskie uczyniły bardzo wiele, aby bodajże największe bogactwo naturalne tego kraju trafiło w ręce nielicznych i najbardziej skorumpowanych. Po uzyskaniu przez Ukrainę niepodległości 1991 r. przeprowadzono akcję prywatyzacyjną, w ramach której ziemia miała teoretycznie trafić w ręce liczącej nawet 8 mln osób grupy byłych kołchoźników. Wydawane świadectwa uprawniające do przejmowania gruntów przejmowali jednak masowo oligarchowie, dlatego w 2001 r. wprowadzono moratorium na przenoszenie tytułów własnościowych do ziemi.

Cały artykuł dostępny jest w 39/2023 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Autor: Jakub Wozinski
Czytaj także