Polska Energia Grupa Kapitałowa w nieuczciwy sposób pozyskiwała klientów, a Energia dla Pokoleń zawierała w umowach niedozwolone klauzule. Wątpliwości wzbudziły także wzorce umów stosowane przez spółkę Nasz Prąd, podano.
Energia dla Pokoleń została ukarana kwotą 6,13 mln zł, a odpowiedzialność osobistą ponieśli Jadwiga Kurkiewicz (138 000 zł), Marcin Janosz (80 000 zł) i Kacper Kruk (69 000 zł). Polska Energia Grupa Kapitałowa została ukarana kwotą 0,9 mln zł, a osoby zarządzające – Jolanta Iwona Kubiczek i Adriana Małgorzata Kałuża – po 50 000 zł. Obie decyzje są nieprawomocne, a spółki wniosły odwołanie do sądu, podano.
"Niedopuszczalne jest sprzedawanie fotowoltaiki strachem i presją"
"Instalacje OZE wymagają od konsumentów wyłożenia dziesiątek tysięcy złotych, a od przedsiębiorców pełnej odpowiedzialności – zarówno za jakość produktu, jak i za uczciwy sposób sprzedaży oraz przejrzyste warunki umowy. Niedopuszczalne jest sprzedawanie fotowoltaiki strachem i presją oraz pisanie umów tak, by ryzyko i koszty zawsze zostawały po stronie konsumenta" – powiedział prezes UOKiK Tomasz Chróstny, cytowany w komunikacie.
Urząd wyjaśnił, że Polska Energia Grupa Kapitałowa stosowała reklamy, które wyglądały jak informacja urzędowa. W rzeczywistości był to element kampanii sprzedażowej promującej instalacje fotowoltaiczne. Do skrzynek pocztowych konsumentów trafiały druki stylizowane na oficjalne pisma – czarno-białe, z formalnymi zwrotami i tytułami w rodzaju "Ogłoszenie" czy "Zawiadomienie", a na kopertach pojawiał się czerwony nadruk "Zawiadomienie dla mieszkańców gminy". Dla wielu osób mogło to wyglądać jak korespondencja z urzędu albo od dystrybutora energii, a nie jak oferta handlowa prywatnej spółki. To celowy zabieg marketingowy – miał zwiększyć presję i zmusić odbiorcę do szybkiego działania.
"Presję wzmacniał dodatkowo sposób pisania o cenach energii. W materiałach ostrzegano o rzekomych, nieuchronnych podwyżkach cen prądu nawet o 300-400 proc., podczas gdy realny wzrost cen dla gospodarstw domowych w latach 2022-2024 wyniósł niespełna 33 proc. Taki przekaz – podawany bez źródeł i ważnego kontekstu, np. rozwiązań osłonowych, takich jak mrożenie cen energii – miał przestraszyć i skłonić do podjęcia decyzji o zawarciu umowy na instalację fotowoltaiczną" – podkreślono w komunikacie.
Klauzule utrudnieniem dla klientów
Urząd wskazał też, że we wzorcach umów stosowanych przez spółkę Energia dla Pokoleń pojawiały się klauzule, które mogły utrudnić konsumentom dochodzenie swoich praw, np. egzekwowanie terminów wykonania instalacji. Problem dotyczył także nieprecyzyjnych pojęć, takich jak "niekorzystne warunki atmosferyczne". Uniemożliwiały one klientowi ocenę, czy opóźnienie wynikało z nadzwyczajnego zdarzenia, czy z przewidywalnych warunków pogodowych. W praktyce mogło oznaczać to długie czekanie bez pewności, kiedy montaż się skończy, i brak skutecznych narzędzi, by wyegzekwować terminową realizację. Istotne dla sprawy były też postanowienia dotyczące efektów inwestycji. Jeżeli konsument dostaje obietnice konkretnych korzyści na podstawie danych i parametrów, a w umowie znajduje zastrzeżenie, że firma nie gwarantuje poziomu produkcji energii ani oszczędności, może się okazać, że rzeczywiste efekty będą mniejsze, niż wynikało z przedstawionych wyliczeń, wyjaśniono.
"W toku postępowania Urząd analizował m.in. reklamację dotyczącą zamontowania innego modelu kluczowego elementu instalacji fotowoltaicznej niż ten, który konsument widział w projekcie. Spółka twierdziła, że wizualizacja nie była integralną częścią umowy, lecz jedynie poglądowym rysunkiem. Z perspektywy konsumenta oznaczało to ryzyko, że elementy przedstawiane jako konkret na etapie rozmowy sprzedażowej mogą zostać później potraktowane jako niewiążąca prezentacja" – czytamy dalej w materiale.
Urząd przekazał, że wątek umów powraca także w kontekście spółki Nasz Prąd – postępowanie w sprawie uznania wzorców umów za niedozwolone trwa, a Urząd bada klauzule, które mogą działać na niekorzyść konsumentów. Wątpliwości prezesa UOKiK budzi m.in. postanowienie, zgodnie z którym ekipa montażowa miała stawić się w umówionym terminie, a jeśli nieruchomość nie była gotowa do rozpoczęcia prac i sytuacja nie zmieniła się w ciągu dwóch godzin, spółka mogła obciążyć klienta dodatkowym kosztem dojazdu w wysokości 1000 zł za każdy dzień zwłoki. Przy takiej stawce kara mogła narastać do bardzo wysokiej kwoty – tym bardziej, że spółka nie precyzowała, co dokładnie oznacza "przygotowanie" nieruchomości.
Czytaj też:
"OZE-sroze". Bocheński broni CzarnkaCzytaj też:
"Zdemontuję to świństwo". Czarnek powiedział, kiedy usunie fotowoltaikę z dachu
