Kamil Sobolewski stwierdził, że aby możliwie mocno zniwelować skutki kryzysu na rynku paliw, Polacy powinni zredukować jego zużycie. – To nie jest wyrzeczenie się czegokolwiek. Ja mogę nawet zrezygnować z postulatu, żebyśmy nie latali na weekend. Po prostu wystarczy kupić sprzęt, który jest mniej paliwożerny. Są tu niesamowite rezerwy i wydanie miliona złotych na taką redukcję zużycia jest moim zdaniem wędką, która nie każe z czegokolwiek rezygnować. Nie mówimy o rezygnacji z konsumpcji. Mówimy o racjonalnym wydawaniu pieniędzy – powiedział w Polsat News.
Główny Ekonomista Pracodawców RP wskazał, że z uwagi na to, że nie możemy być pewni, kiedy niepokoje na rynku paliw się skończą, to "powinniśmy się przygotować na najgorsze, a nie na najlepsze". – I w tym sensie, nawet jeżeli wędka kosztuje tyle ile 50 ryb, to warto tą wędkę podarować, dlatego że może się okazać, że jeżeli zaczniemy dawkować rybę, to tych ryb będziemy potrzebowali 100 i cały czas nie zgasimy problemu – ocenił.
Indonezja wzorem dla Polski?
Ekspert przypomniał przy tym, że z kryzysem na rynku paliwowym mierzyły się wcześniej również inne kraje. Wspomniał m.in. o Indonezji, która "mniej więcej 20 lat temu (...) zderzyła się z sytuacją, kiedy wystąpił szok paliwowy, a ceny gwałtownie wzrosły". – Dodatkowym czynnikiem jest to, że tamtejsze pojazdy były bardzo energochłonne. Jeździli wtedy takimi starymi autobusami pochodzącymi jeszcze z produkcji amerykańskiej z lat 70., które potrafiły palić pewnie 200 litrów benzyny na 100 kilometrów – mówił Sobolewski.
– Oczekiwania tych, którzy obserwowali wtedy Indonezję, były takie, że Indonezyjski Bank Centralny podniesie stopy procentowe, żeby hamować inflację, czyli dławić gospodarkę. Nie dość, że więcej płacimy za paliwo, to jeszcze będziemy mieli wyższe odsetki, bo boimy się inflacji. To zawsze jest bardzo trudny wybór – opisywał ekonomista, wskazując, że ostatecznie postanowiono na zamianę nieenergooszczędnych pojazdów na te bardziej ekologiczne, dzięki czemu każdy przejechany kilometr przynosił oszczędności. – Gdybym ja miał tutaj doradzić rządowi właściwą politykę, to doradziłbym politykę systemowego obniżania zużycia paliw w gospodarce – kontynuował Główny Ekonomista Pracodawców RP, sugerując, ze "zamiast co miesiąc dopłacać kilkaset złotych do paliwa", rząd powinien zacząć oferować obywatelom dotacje na ekonomiczne samochody, "które palą cztery litra paliwa", "jeżdżą lepiej" i "nie wymagają napraw".
Czytaj też:
Rząd zapowiada milionowe kary. Gawkowski: Żeby pogrozićCzytaj też:
Zaskakujący efekt działań rządu. Odczują go emeryci
