Koszenie trawnika na własnym podwórku może słono kosztować. Wystarczy zła pora, uciążliwy hałas albo niewłaściwe pozbycie się resztek roślinnych. Kara sięga kilkuset złotych.
Nie ma zakazu, ale są konsekwencje
Przepisy nie wskazują konkretnych godzin, w których koszenie jest zabronione. To jednak nie oznacza pełnej dowolności. Kluczowy jest art. 51 § 1 Kodeksu wykroczeń dotyczący zakłócania spokoju. Jeśli hałas z kosiarki przeszkadza innym – zwłaszcza w nocy, wcześnie rano albo w czasie odpoczynku – może zostać uznany za wykroczenie. W praktyce najwięcej interwencji dotyczy godzin między 22:00 a 6:00, ale konflikty zdarzają się także w ciągu dnia, szczególnie w weekendy.
Dopuszczalny poziom hałasu w zabudowie mieszkaniowej to około 65 decybeli w dzień i 56 decybeli w nocy. Tymczasem wiele kosiarek spalinowych generuje dźwięk na poziomie 90–100 decybeli. Za zakłócanie spokoju grozi mandat do 500 zł. Jeśli sprawa trafi do sądu, kara może być znacznie wyższa i może sięgnąć nawet kilku tysięcy złotych. Znaczenie ma m.in. to, czy sytuacja była jednorazowa, czy powtarzała się regularnie.
Nie tylko hałas. Problemem też odpady
Kary grożą nie tylko za samą pracę, ale też za to, co zrobimy ze skoszoną trawą. Wyrzucanie jej do lasu, na pobocza czy tereny publiczne to wykroczenie, które może zakończyć się mandatem od 500 zł wzwyż. Zakazane jest również spalanie trawy i liści na działce. W takim przypadku konsekwencje mogą być poważniejsze, zwłaszcza jeśli sprawa trafi do sądu.
Co równie istotne, obowiązkiem każdego właściciela trawnika, który został właśnie skoszony, jest też uprzątnięcie resztek z chodników i jezdni. Mokra trawa na asfalcie stanowi zagrożenie dla kierowców i rowerzystów.
Czytaj też:
Budżet się nie spina? Petru chce "oszczędzać" na depenalizacji marihuanyCzytaj też:
"Absurdalny" system kaucyjny. Konfederacja: Zrobił z Polaków śmieciarzy
